wtorek, 16 października 2018

Rozdział 5


Obudziła się z potwornym bólem głowy i mdłościami, choć nie sądziła, aby miała co zwracać. Brzuch co chwila burczał, ale Tamara czuła, że nic nie przejdzie przez jej gardło. Pół przytomna przetarła szczypiące oczy i dopiero wtedy uderzyła w nią świadomość rzeczywistości. Momentalnie przypomniała sobie, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Z początku myślała, że to może zwykły koszmar; mózg płata figle, zapewniając, iż sen był na tyle realistyczny, że aż prawdziwy. Przecież nie mogło istnieć coś takiego jak magia. Dziwne światło emanujące energią. Cały Alex to tylko chora wyobraźnia.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że coś tu nie pasowało. Jeśli to wszystko było tylko jakąś formą realistycznego koszmaru, to co robiła o tej porze w łóżku? Już dawno powinna siedzieć na lekcji, a sądząc po godzinie, niedługo zacznie się przerwa na lunch. Czy nikt do niej nie napisał? Nikt się o nią nie martwił? Sięgnęła po telefon i zobaczyła kilka wiadomości, głównie od Chrisa. Przeczytała wszystkie, lecz nie odpisała. Nie wiedziała, co miałaby napisać. Później o tym pomyśli.
Westchnęła ciężko, tępo wpatrując się w sufit. Próbowała zebrać wszelkie myśli i poskładać je w jedną całość. Taką, która by miała początek i koniec, ale przede wszystkim – logiczność. Chociaż pewna rzecz nie dawała spokoju. Jakim cudem czuła taki pociąg do tego mężczyzny? Przecież był o wiele starszy od niej, co samo w sobie już go dyskwalifikowało, nie mówiąc o jego wyglądzie, który nijak nie pasowało do gustu Tamary. Mimo tego ta aura ciągnęła ją do rudzielca. Wtedy nie potrafiła panować nad własnymi myślami, nad własnym ciałem. Aż wzdrygnęła na samo wspomnienie, gdy wtedy chciała wtulić się w ramiona Alexa. Nie była sobą. Nie mogła być. To takie wstydliwe, pomyślała i skryła się cała pod kołdrą. Nigdy więcej nie mogło dojść do takiej sytuacji. Nigdy! Chociaż czy to najważniejszy problem?
Bała sprawdzić, czy oczy wróciły do normalnego wyglądu. Wciąż pamiętała ten fiolet i te pionowe źrenice. Wyglądały jak oczy gada. Dlaczego tak się stało?
Tak bardzo pragnęła teraz porozmawiać z kimś… najlepiej z Chrisem, jednak czy to dobre posunięcie? Pewnie wziąłby ją za wariatkę jak cała reszta, a wystarczająco nabroiła. Albo stwierdziłby, że kłamie.
Nie. Musiała się wziąć w garść!
Wyszła spod kołdry, usiadła na brzegu łóżka i sięgnęła po małe lustereczko. Odetchnęła głęboko. Serce łomotało. Nie chciała sprawdzać, ale musiała… Dla uspokojenia własnej ciekawości. Spojrzała na swoje odbicie. Kamień spadł jej z serca. Oczy wyglądały całkowicie w porządku, poza lekkimi zaczerwieniami w kącikach. Z ulgą wypuściła powietrze, odkładając przedmiot. Czyżby wróciła już do normy?
Zerknęła pod bluzkę, sprawdzając swoją klatkę piersiową. Ta też wydawała się w porządku. Żadnych zaczerwień. Mogła też normalnie oddychać, a kiedy dotykała skóry, nic nie bolało. Poczuła się znacznie spokojniejsza.
Przymknęła oczy. Czuła się taka słaba… Czy wisiało nad nią jakieś fatum? Miała wrażenie, że całe jej życie to jakaś jedna wielka pomyłka, katastrofa albo nieśpieszny żart. A może iluzja? Jeśli tak, to bardzo chciałaby się z niej obudzić, zakończyć to wszystko i zacząć normalnie żyć. Po raz pierwszy przez głowę przemknęła pewna myśl, myśl o śmierci. Zabiciu siebie. Wziąć swój los we własne ręce i zadbać, aby już nic ani nikt nie sprawił cierpienia. Tylko czy byłaby w stanie popełnić samobójstwo? To wymagało wiele odwagi, którego Tamara nie miała, choć pragnęła odejść z tego świata, to nie odważy się na ten ostateczny krok. Nie wiedziała dlaczego, ale w wyobraźni zobaczyła całą scenę, kiedy to Elizabeth odnajduje jej martwe ciało. Jak płacze. Moment, gdy Chris słyszy te okropne wieści.
Nie, to nie rozwiązanie, pomyślała. Nie można się poddawać. Nigdy! I ona też tego nie zrobi! Cokolwiek się stało, to ją nie złamie! Wytrwała tak wiele i da radę jeszcze trochę pociągnąć. Jakaś pewna jej cząstka wierzyła, że los, że Bóg ma wobec niej jakieś konkretne plany, dlatego musi przejść przez te ciężkie chwile. Przecież nic się nie stało. Już po wszystkim. Nadal jest cała i zdrowa. Dopóki ma przy sobie Elizabeth i Chrisa będzie silna. Dla nich. Dla samej siebie.
Przetarła załzawione oczy, wzięła głęboki oddech i się wyprostowała. Potrzebowała dobrej, krótkiej chwili na uspokojenie. Nie się może teraz rozpłakać, jak dziecko. Musi zapomnieć o przeszłości i nie mieszać do teraźniejszości. Poprzednie życie nie ma nic wspólnego z tym, co się wydarzyło. To mogą być jedynie zbiegi okoliczności.
Nie sądziła, żeby znalazła coś w Internecie – pierwszym źródle informacji. Najpierw chciała poszukać czegoś o fioletowych oczach z pionowymi źrenicami. Znalazła jedynie wzmianki o przypadku Alexandria Genesis, lecz żaden z symptomów do niej nie pasował, bo i w tym momencie miała by fioletowe oczy, a nie niebieskie. Po tym nawet nie szukała niczego powiązanego z magią, bo wiedziała, że nic takiego nie znajdzie, tylko jakieś bzdury. Niemożliwa również była zmiana koloru tęczówek z brązowych na zielone jak w przypadku Alexa.
Co ona właściwie robiła? Rzeczywiście myślała, iż znajdzie odpowiedzi w takim miejscu jak Internet? Zdała sobie sprawę, że nie miała pojęcia od czego zacząć. To jedyne wyjście, które przyszło jej do głowy. Poddała się. Wyłączyła komputer.
Czuła głód, ale nadal wiedziała, że nic nie przełknie, więc po prostu leżała na łóżku. Szukała rozwiązania, odpowiedzi. Może sama na coś wpadnie, jakoś będzie w stanie wyjaśnić całą zagadkę, aczkolwiek nic nie przychodziło do głowy. Tak bardzo chciała porozmawiać z Chrisem. Zwierzyć mu się. Budziła się w niej cicha nadzieja, że może on naprowadziłby ją na poznanie prawdy. Jednakże musiała poczekać, aż przyjaciel skończy swój trening piłki nożnej, które miał po lekcjach.

Pukanie do drzwi wyrwało ją ze snu. Do pokoju weszła Elizabeth; zdziwiona, że córka nadal leży w łóżku. Tamara uniosła powieki i spojrzała na kobietę. Przetarła oczy. Uczucie zmarnowania i zmęczenia towarzyszyło bólowi głowy, choć na szczęście mdłości już przeszły. Podniosła się nieco na łokciach.
– Jak się czujesz? – zapytała Elizabeth, zamykając za sobą drzwi. Powoli i ostrożnie usiadła na brzegu łóżka, wpatrując się w dziewczynę.
– Jakoś – wzruszyła ramionami, przeczesując swoje roztrzepane blond włosy. Cóż za głupie pytanie… Jak można się czuć po czymś takim? Nie miała ochoty na rozmowę. Co, jeśli znów się rozpłacze? – Nie uważasz, że powinnam iść do lekarza? – spytała cicho, zerkając na matkę.
Kobieta westchnęła ciężko, wycierając dłonie o spodnie.
– Kochanie… nie sądzę, aby to była sprawa dla jakiegoś lekarza – powiedziała cicho i pocałowała ją w czoło.
Tamarze bardzo podobały się te gesty. Biło od nich takie ciepło, troska, którą potrzebowała. Może to niewiele, ale z całą pewnością ta odrobina wsparcia to bezcenny dar. Dzięki temu poczuła się lepiej, jakby otrzymała odrobinę siły i odwagi.
– Nie martw się. Niedługo wszystko się ułoży.
Skąd Elizabeth mogła wiedzieć, że będzie dobrze? To nie ją ostatnimi czasy zaatakowało dwóch dziwaków. Jednakże nie chciała nic powiedzieć, by nie wywoływać kłótni. Przez chwilę pomyślała, że może matka wcale jej nie uwierzyła w historię z Alexem. Czyżby kobieta udawała?
– Ty mi w ogóle wierzysz? – zapytała Tamara, bacznie przyglądając się Elizabeth. Niestety w tych brązowych oczach nie dostrzegła żadnego zawahania.
– Oczywiście, że tak. Kochanie, wiem, kiedy kłamiesz. Poza tym sama widziałam, co się stało – odparła z taką pewnością w głosie, co upewniło Tamarę w szczerość matki. – Naprawdę… nie myśl już o tym. Na razie to zostaw. Dobrze?
– Serio? Jakiś facet mnie atakuje… nie wiadomo czym… ani jak, a ty mi mówisz, że mam to zostawić? Zapomnieć?! – prychnęła, odsuwając się nieco. – Pewnie. Może znowu trzeba mi wymazać pamięć!? W końcu co za różnica i tak niczego nie pamiętam!
– Uspokój się – powiedziała ostrożnie z nutą rozkazu, ale głos jej zadrżał.
– Przecież jestem spokojna – wycedziła przez zęby, czując wzrastającą huśtawkę emocji. Łzy napłynęły do oczu, choć nie miała ochoty ani siły na płacz. Może to przez bezsilność, jaką odczuwała, a może przez wściekłość. Już sama nie wiedziała.
Zacisnęła usta, odwracając wzrok. Elizabeth pogładziła ją po ręku, jednak nagle ten gest stał się drażniący.
– Tamara – zaczęła kobieta, ostrożnie dobierając słowa. – Wiem, że jest ci ciężko. Mi też… trudno to pojąć, ale nie możesz się poddać. Burze trzeba przejść, a niedługo wszystko się ułoży. Będzie dobrze. Po prostu trzeba być silnym, kochanie.
– Ale ja nie mam już sił – wychrypiała.
– Spokojnie. Musisz po prostu odpocząć. Spotkaj się może z Chrisem. Pogadaj z nim. Dobrze ci to zrobi. – Pogładziła włosy dziewczyny, odsuwając się nieco, by móc na nią spojrzeć. Uśmiechnęła się delikatnie, co tylko rozdrażniło Tamarę. – Będzie dobrze – szepnęła i pocałowała Tamarę w czoło. – Zaraz zrobię obiad. – Pogładziła ją po włosach, a potem wstała i wyszła z pokoju.
Dziewczyna została sama. Przetarła oczy, czując się psychicznie zmęczona. Głowa znów ją rozbolała. Wzięła głęboki oddech i zerknęła na swoją komórkę, leżącą na szafce nocnej. Bardzo chciała porozmawiać z przyjacielem, ale nie wiedziała, co takiego miałaby mu powiedzieć. Jak wyjaśnić swoją nieobecność w szkole? Strasznie korciło  ją, by pogadać z nim, choćby o bzdetach, aczkolwiek… to wszystko było zbyt dziwne, żeby o tym mówić. Jeszcze pomyśli, że już całkiem zwariowała.
Wzięła komórkę i przejrzała wiadomości. Chris nie dawał spokoju. W każdym SMS-ie pytał, co z nią. Nawet zadzwonił dwa razy. Jakim cudem nie słyszała? Czyżby miała tak głęboki sen? Postanowiła odpisać. W końcu nie wypadało tak długo milczeć.
„Żyje. Masz czas jutro po szkole?”
Odpowiedź przyszła szybciej, niż się tego spodziewała.
„Pewnie. Co jest?”
„Jutro pogadamy” – wysłała wiadomość i odłożyła telefon. Nie mogła się już doczekać spotkania. Niby tylko jeden dzień nie widziała się z przyjacielem, ale czuła, jakby to trwało wieki. Musiała wymyślić jakąś ciekawą bajeczkę o gorączce albo innej „chorobie”, przez którą nie poszła do szkoły. Nie chciała okłamywać jedyną bliską jej osobę, ale… czy miała jakiś inny wybór? Chris w życiu by nie uwierzył w historię o Alexie i jego zdolnościach. O fioletowych oczach z pionowymi źrenicami.

Obserwatorzy