sobota, 11 listopada 2017

BL tom II: Rozdział 1

Mgła gęstniała i sprowadzała ze sobą chłodne powietrze, przyprawiające o dreszcze. Dookoła nieprzyjemna ciemność, budząca niepokój oraz strach, że ujrzy coś potwornego. Cisza doprowadzająca do szału i przyśpieszonego bicia serca. Nagle usłyszała czyjś cichy, ale ciężki oddech. Czegoś, co było ogromne i zbliżało się z każdą sekundą. Było gdzieś niebezpiecznie blisko, ale nie wiadomo gdzie. Każdy cień, każdy blask giną w czerni. Mgła stała się cięższa, ciemniejsza.
Czekała na cokolwiek, co ma się wydarzyć. Bała się, czuła lekki paraliż, ale jednak resztki odwagi trzymały ją w tym miejscu. Albo po prostu nie mogła uciec, była jak w zamknięciu. W pewnym momencie dostrzegła pewne poszarzałe zasłony. Ogromne, niemal pięciometrowe, delikatnie powiewające i z całą pewnością zakrywające coś, co było za nimi. To oddech tego wielkiego czegoś sprawiało, że zasłony się poruszały, niczym morskie fale, ale tak leniwie, spokojnie, miarowo. Przyciągały samym wyglądem i to była jedyna granica dzieląca Tamarę od stworzenia po drugiej stronie. Nie widziała je, ale wiedziała, czuła, że tam jest. Chowa się lub nie chce być zobaczony. A może to ona nie była godna, aby dowiedzieć się, czym jest to stworzenie. Było niezwykle potężne, miało w sobie pewien spokój, a zarazem drapieżność i to właśnie ta ostatnia cecha spędzała jej sen z powiek. Chciała podejść, chociażby dotknąć tego delikatnego materiału, ale się bała, że rozgniewa stworzenie i zrobi się niebezpiecznie. Przez głowę przeszła jej myśl o bazyliszku i aż wzdrygnęła się, gdyby spojrzenie bestii zza zasłony równie zabijało.
Chciała coś powiedzieć. Wykrzesać choćby jedno marne słowo, zacząć rozmowę, ale nie potrafiła.
– Walcz – wyszeptał ochrypły głos, niesamowicie niski i przeraźliwy, że Tamara zamarła w bezruchu. Nawet wstrzymała oddech. Wyraźnie usłyszała dziwny akcent i nie był to akcent pochodzący z żadnego zakątka Stanów Zjednoczonych.
Głośny wydech mocniej poruszył zasłony. Dreszcz przebiegł po jej ciele, mrożąc krew w żyłach. Poczuła ten nagły podmuch ciepłego powietrza, a potem niespodziewanie usłyszała głośne stukanie, ale jakby nie pochodziło z tego wymiaru. Było odległe, jednak coraz bardziej natarczywe.
Wzdrygnęła, słysząc mocniejsze uderzenie w drzwi. Zdezorientowana i łomotaniem serca, rozejrzała się po salonie, jakby wyszukiwała czegoś strasznego, co wyskoczy tuż przed jej twarzą. Ale nic takiego się nie stało. Z ciemności jakie panowały w pomieszczeniu nie wyłoniła się żadna przerażająca postać. Po paru sekundach, kiedy mózg w końcu wybudził się całkowicie ze snu i mógł z pewnością odróżnić rzeczywistość od fikcji, chaotyczne, czarne myśli zostały odgonione. Serce również unormowało swoje tempo. Dopiero teraz mogła wyraźniej usłyszeć silny wiatr, który poruszał drzewami, dzięki czemu liście wydawały swoje głośne szeleszczenie. Tę krótką ciszę panującą w domu przerwało kolejne głośne stukanie w drzwi. Tamara miała nadzieję, że może się przesłyszała i ów dźwięk pochodził z jej snu, ale teraz, gdy się powtórzył, nie miała wątpliwości. To rzeczywistość.
Spojrzała w kierunku korytarza, czując jak adrenalina pobudza organizm do ewentualnego działania. Napędzające strachem myśli zawitały ponownie, tworząc w umyśle Tamary przeróżne i okropne scenariusze. Znieruchomiała, zastanawiając się, co robić. W panującym mroku nie mogła dostrzec zegara, mogła jedynie domyślić się, iż jest środek nocy. Kto o takiej porze mógłby dobijać się do jej domu? W tym momencie zaczęła żałować, że nie pojechała razem z Elizabeth oraz Nickiem. Nie byłaby wtedy sama. Miałaby jakiekolwiek wsparcie, choćby duchowe. Teraz nawet przełykanie śliny wydawało się niezwykle głośne.
Stukanie nie ustało, wręcz z każdą chwilą nasilało. Tamara powoli, nie chcąc wydać choćby najmniejszego hałasu, zeszła z kanapy. Przyzwyczajony wzrok do ciemności oraz znajomość rozkładu rzeczy w domu pozwoliło jej na bezproblemowe dostanie się do kuchni. Wzięła do ręki jedyny nieschowany nóż, który leżał na blacie i wróciła do drzwi wejściowych. Bała się. Ręka drżała, a oddech przyśpieszył, choć obawiała się, że osoba po drugiej stronie ją słyszy. Powoli podeszła bliżej, delikatnie dotykając palcami zasłonkę od Judasza. Niemal podskoczyła, kiedy znów ktoś prawie uderzył w drzwi. Znacznie głośniej niż poprzednio. Kogo ujrzy? Kogo powinna się spodziewać?
Wyjrzała przez Judasza i całe napięcie zeszło, kamień spadł jej z serca. Odetchnęła z ulgą i natychmiast otworzyła drzwi.
– A ty co? – zapytała, wpuszczając do środka niespodziewanego gościa. Była niezwykle zdziwiona, widząc swojego przyjaciela, ale jeszcze bardziej zaskakujący był jego wyraz twarzy. Rozwiane przez wiatr blond włosy i te nieco wystraszone spojrzenie. Ledwo przekroczył próg, a od razu zamknął drzwi, by po chwili mocno przytulić Tamarę.
Zastygła w konsternacji, a myśli krążyły jak szalone, przywodząc dziwne wytłumaczenia takiego zachowania. Poczuła się dziwnie, nie miała pojęcia, co zrobić, a gdy w końcu miała zamiar odwzajemnić gest, aby nie wyjść na chłodną osobę, została wyswobodzona z uścisku. Patrzyła nadal zaskoczona, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia. Uniosła lekko brwi, chcąc ponaglić przyjaciela.
– Nawet nie wiesz, jak się bałem o ciebie – odezwał się w końcu, po czym usiadł na schodach. Przeczesał palcami włosy, starając się doprowadzić je do ładu.
– Czemu? – zapytała, idąc do kuchni, aby szybko odłożyć nóż i wrócić do przyjaciela. Oparła się o framugę, patrząc na Chrisa. Nie przypominała sobie, aby w ostatnim czasie cokolwiek się wydarzyło, co by skłoniło go do zmartwień. Wiedział, że zostanie sama w domu. Odpisywała na jego wiadomości, dopóki nie poszedł spać. A nagle zjawił się w środku nocy z przejęciem.
– Nawet nie wiesz, jaki miałem realistyczny sen – powiedział, zerkając na nią swoim zmęczonym wzrokiem.
– Co ci się śniło? – zaciekawiona usiadła obok Chrisa.
– Miałaś być sama w domu i oglądać filmy, jak mówiłaś. Potem zjawił się Alex. Zaczęliście walczyć. Byłaś niezła. I potrafiłaś panować nad ogromną ilością ognia, ale Alex w pewnym momencie cię dopadł. Chciałem ci pomóc, ale nie mogłem. Jakbym był duchem. Nawet ruszyć się nie mogłem. A potem on cię ogłuszył i jakoś tak… zrobił, że pokazały się wrota. Za nimi była ciemność i chciał cię już tam zabrać no, a potem się obudziłem. To było tak prawdziwe, że zacząłem się zastanawiać i bać czy to przypadkiem nie była prawda.
– Mogłeś zadzwonić – rzekła, choć w głębi duszy poczuła dziwne ukłucie ciepła. Fakt, że po czymś takim martwił się na tyle poważnie, aby w środku nocy przyjść i sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku było czymś uroczym. Czymś godnym podziwu.
– Dzwoniłem, ale nie odbierałaś, to co miałem zrobić? Znając też realia to nie mogłem tego zlekceważyć. Kto wie, czy oni nie mają takich mocy do manipulacji? – zerknął na nią. I w tym mroku mogła dostrzec jego wyraz twarzy. Już znacznie spokojniejszy, opanowany. Taki, jaki znała na co dzień. – Teraz wiem, że powinniśmy być ostrożni i niczego nie lekceważyć. Wiemy, na co ich stać.
– Wiem – mruknęła cicho, przecierając oczy. Dopiero w tym momencie przypomniała sobie, że nie ma makijażu. Przez krótki moment poczuła zawstydzenie, ale ono szybko zniknęło z dwóch prostych powodów. Nie sądziła, aby było widać wyraźnie jej twarz skoro siedzą po ciemku, a po drugie uważała, że skoro są przyjaciółmi takie rzeczy, jak brak pomalowanych oczu nie powinien być czyś okropnym. W końcu ona też jest jedynie człowiekiem. Doprowadziła myśli do porządku i odezwała się: – Chcesz coś do picia albo jedzenia?
– Wodę. Trochę mi zaschło w gardle – odparł z cichym chrząknięciem.
– To dziwne. Myślałam, że sam się nawadniasz – powiedziała, wstając i nim weszła do kuchni, lekko się skrzywiła, zatrzymując na chwilę. – To chyba nie brzmi zbyt dobrze… Zapomnij. Nic nie mówiłam – dodała szybko, podchodząc do szafki, skąd wyciągnęła szklankę.
Chris uśmiechnął się lekko, również podnosząc się.
– Nic złego nie pomyślałem – rzekł z lekkim rozbawieniem. – Masz nieczyste myśli – uśmiechnął się, opierając o framugę, jednak zaraz ruszył do salonu za przyjaciółką.
– Nieczyste, owszem. Ciągle się zastanawiam, jak kogoś zabić. Stworzyłam już wiele ciekawych pomysłów, chociaż część z nich jest trudna do wykonania – zerknęła na niego, kiedy usiadła i wlała wodę do szklanki, aby potem mu ją wręczyć. Chris przysiadł obok, a z jego twarzy nie schodził delikatny łobuzerski uśmieszek. Tamara chciała jak najszybciej wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji i nakierować nie tylko rozmowę, ale również myśli Chrisa na zupełnie inny tor. Znacznie brutalniejszy i całkowicie odległy od tego, który ona sama uważała za niebezpieczny.
– Nawet nie chce wiedzieć. Co tam masz? Coś ciekawego? – zapytał, choć bardziej przypominało to oznajmienie. Chris szybko po wypiciu wody przejrzał stos płyt DVD i wyciągnął jakiś horror. Włączył film, by razem obejrzeć z Tamarą, skoro i tak siedzą, a do rana pozostało im parę godzin.
Czując się bezpieczna i znacznie lepiej psychicznie, kiedy obok jest przyjaciel, Tamara nie miała wyrzutów ani próby powstrzymania ciężkich powiek. Organizm wołał o kolejną chwilę odpoczynku, również sen był czymś, czego potrzebowała najbardziej. Nim film się skończył, ona już zasnęła na dobre. Skulona pozycja na siedząco nie była zbytnio wygodna, ale Tamara nawet nie drgnęła, żeby jakoś lepiej się ułożyć. Podświadomie odczuwała mniejszy lęk, mniejsze zdenerwowanie i większy relaks psychiczny.
Inaczej było z Chrisem, który jakby bał się zasnąć albo w ogóle nie chciał. Nie odczuwał zmęczenia, więc do samego rana obejrzał jeszcze ze trzy filmy, a potem przełączył w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
Za oknem panowała cisza i spokój. Z nadejściem wschodu słońca, blask księżyca znacznie osłabł. Niebo zaczynało przybierać jasne, ciepłe kolory, a chmury leniwie krążył i już nie wyglądały tak groźnie, jak w nocy. Nie było słychać nawet porannego śpiewania ptaków. Cała ulica Lakeshore była taka spokojna i jeszcze pogrążona we śnie.
Chris przeciągnął się leniwie, ziewając przeciągle, podczas oglądania porannych wiadomości. Kolejna informacja o widzianym niezidentyfikowanym obiekcie latającym w Pittsburghu w stanie Pensylwania. Naoczni świadkowie mówili o dziwnej świecącej kuli wiszącej nad miastem i z niezwykłą prędkością zniknęła w gąszczu chmur. Niestety nikt nie nagrał tego wydarzenia.
Sam chętnie by zobaczył takie wydarzenie, aby mógł uwierzyć w teorię o UFO. Nigdy nie uzna czegoś, dopóki sam nie doświadczy. Tak samo nadal ciężko było mu się przyzwyczaić do wiadomości o tym, kim jest i dalej z trudem przetrawiał fakt o byciu Posiadaczem. Choć bardziej wątpił w to, że w jego ciele podobno znajduje się chiński smok. Miał dowód o posiadaniu nadprzyrodzonych umiejętności, bo potrafił kontrolować wodą, ale sceptycznie podchodził do wieści o Láng Lóngu. Jednak wolał to na razie trzymać tylko dla siebie. W końcu najbliższa przyjaciółka była święcie przekonana i ślepo ufała legendzie, więc wolał nie poruszać tego tematu. Czuł, że mógłby ją urazić i ich konfrontacja nie skończyłaby się zbyt przyjemnie.
Zerknął na Tamarę, która wciąż spała w najlepsze. Z jednej strony cieszył się, że ma taką osobę obok siebie i mógł na nią liczyć. Jednak z drugiej miał ogromne wątpliwości czy taka osoba z tak okrutną przeszłością będzie w stanie dobrze funkcjonować jako Posiadacz. Na razie jeszcze była spokojna, ale dostrzegał przebłyski jej niepohamowanej agresji. Podejrzewał, że czuła się zagubiona i mocno skrzywdzona przez życie, i dlatego zachowywała się tak, a nie inaczej. Szczerze mówiąc podziwiał ją w jakim stanie była. Jej funkcjonalność w codziennym życiu mogła zadziwić. Widział, że bardzo się stara żyć jak każdy inny, walczyć z każdym dniem, stać się silniejszym niż wczoraj. A po wieści o byciu Posiadaczem i możliwościach, jakie daje ten tytuł, nastawienie Tamary powoli zaczynało się zmieniać. I to go niepokoiło. Bał się do czego przeszłość przyjaciółki może doprowadzić ją. Jak bardzo zmieni się psychika takiej osoby. Był niemal przekonany, że on musi się dobrze nią zająć, pilnować, naprowadzać i pomagać. W końcu traktował Tamarę jak własną siostrę. Czuł z każdą kolejną wspólną tajemnicą znacznie mocniejszą więź. I to było dla niego bardzo ważne.
Ten przyjemny spokój przerwała piosenka, wydobywająca się z komórki Chrisa. Wyciągnął natychmiast telefon. Widzą, że dzwoni do niego matka, natychmiast odebrał, chociaż nie miał ochoty na wysłuchiwanie jej kazań. W zasadzie zostawił kartkę na łóżku w razie, gdyby go szukali.
– Szkoda, że nie było cię w domu, kiedy byłeś potrzebny – zaczęła, jak zwykle swoim pretensjonalnym tonem, którego Chris nienawidził. – Christie jest w szpitalu. Jak byś mógł odwiedzić swoją siostrę, byś ją uszczęśliwił.
– Co? Co jej się stało? Miała atak?! – zapytał z przejęciem, a jego serce zabiło mocniej. Nawet nie zdał sobie sprawy, że swoim podniesionym głosem obudził Tamarę.
– Obudziła się z bólem brzucha, wymiotowała i zemdlała. Jest bardzo osłabiona. Lekarze robią jej badania. Dobrze by było, gdybyś tu przyjechał i się nią zajął. Nie mogę wziąć dnia wolnego ani Phil. Ma dzisiaj przeprowadzić ważną operację.
– Będę tam za niedługo!
– Pośpiesz się – rzekła i rozłączyła się.
Nie lubił tego chłodu u swojej rodzicielki, kiedy to znowu obwiniała go o dolegliwości Christie. Wiedział, że musi opiekować się młodszą siostrą, ale presją, jaką otrzymywał od swojej matki go wykańczała. Znał swoje obowiązki i jaką odpowiedzialność powinien nosić na swoich barkach, ale czasem po prostu miał dość. Miał dość, że własna matka od niego wymaga tak dużego poświęcenia i wiecznego pilnowania Christie. Jakby jego życie prywatne miało w ogóle nie istnieć. Oprócz uczenia się, aby zostać lekarzem. Tylko te dwie rzeczy liczyły się dla jego matki. A odkąd porzucił sobotnie zajęcia dodatkowe z biologii i medycyny na rzecz treningów z Baridem, matka zaczęła traktować go jeszcze chłodniej. Jakby chciała ukarać za jego nieposłuszeństwo i sprzeciw jej ideom.
– Co się stało? – zapytała zaspana Tamara. Ledwo miała otwarte oczy, a zachrypnięty głos z trudem wydobył się z ust.
– Moja siostra jest w szpitalu. Coś źle się poczuła. Muszę tam jechać i się nią zająć w razie czego – odparł, wstając z kanapy. Spojrzał na przyjaciółkę, która przeciągała się leniwie.
– Jechać z tobą?
– Nie, dzięki. Nie wiadomo, jak długo to może potrwać. Spadam – palcem postukał w czoło Tamary. – Nie wyciszaj tylko telefonu.
– Okay, okay – mruknęła, wstając. Wciąż jeszcze nie pożegnała snu, ale odprowadziła przyjaciela do drzwi. Kiedy wyszedł, przetarła oczy i westchnęła ciężko. Nie lubiła być tak okrutnie budzona przez coś nagłego. Miała ochotę położyć się do łóżka i dalej odpoczywać, ale myśl o tym, że Chris zostanie sam w szpitalu w tak niezbyt przyjemnej sytuacji, popchnęło Tamarę do przebudzenia. Wzięła prysznic, pomalowała się i ubrała. Sprawdziła uprzednio zawartość portfela, po czym ubrała buty oraz kurtkę i wyszła z domu. Zahaczyła o ich wspólną ulubioną kawiarenkę, kupiła słodkie bułki, gorącą czekoladę oraz miętową herbatę, po czym autobusem pojechała do szpitala. Nie przepadała za tego typu miejscami. Czuła ciarki i przechodzące po plecach dreszcze. Wszystko w tym budynku wydawało się być takie zimne, ciasne i przynoszące jedynie cierpienie. Pacjenci to zbłąkane dusze, szukające światła w tunelu, ale tak naprawdę jedynie garstka z nich będzie naprawdę zdrowa i wyjdzie do prawdziwego świata. Przynajmniej Tamara odnosiła takie wrażenie.
Dzięki pomocy pielęgniarki, mogła udać się na odpowiednie piętro, na którym znalazła Chrisa. Siedział z typowo szeroko rozstawionymi nogami, jak na chłopaka. Opierał głowę o ścianę i miał zamknięte oczy. Wyglądał jakby spał. Zazwyczaj uważała, że był niezwykle spokojny i bardzo przyjazny, ale jak tak patrzyła na niego, to wyglądał jeszcze bardziej niewinnie. Niemal do rany przyłóż. Bardzo chciała usłyszeć jego myśli, zobaczyć co siedzi mu w głowie. Poznać prawdziwe zdanie i spostrzeżenia na tyle tematów, że nie starczyło by wolnego czasu. Wiedziała, że może zapytać go o cokolwiek. Porozmawiać o wszystkim, ale jednak wiedziała, że są rzeczy, na które człowiek nie chce mówić. A te najdalsze zakątki najbardziej ją ciekawiły.
Cicho usiadła obok niego, choć reklamówka z bułkami nieco hałasowała. W dodatku, gdy wyciągnęła kubek z miętową herbatą, Chris przebudził się. Zdziwiony spojrzał na Tamarę i przeciągnął się leniwie. W jego niebieskich oczach widać było lekkie zdezorientowanie.
– Nie mogłam cię tak zostawić – odezwała się, wręczając mu napój. – Proszę. Mam też coś do jedzenia. Nie powinieneś siedzieć tak z pustym żołądkiem.
– Dzięki. Jesteś wielka – powiedział, biorąc łyk.
– Co z Christie? – Bała się zadać to pytanie, ale jej ciekawość była zbyt ogromna.
– Wzięli ją na kolejne badania – westchnął cicho.
– A twoi rodzice?
– Ojciec ma operację, a matka też musiała wrócić do pracy. Jej szef to dupek.
Niespodziewanie drzwi na końcu korytarza otworzyły się, a na wózku inwalidzkim pchanym przez pielęgniarkę, siedziała Christie. Twarz dziewięciolatki to był jeden obraz nędzy i rozpaczy. Zgarbiona i ledwo przytomna, wyglądająca na jeszcze bardziej kruchą istotę niż zazwyczaj. Jakby ledwo jedno dotknięcie palcem mogło sprawić, że zmieni się w popiół. Jednak ani Chris ani Tamara nie byli tak bardziej przerażeni, kiedy zobaczyli kim tak naprawdę była pielęgniarka. Oboje zerwali się na równe nogi i gdyby nie lekarz, który pojawił się tuż za kobietą, natychmiast by przystali do ataki. Choćby słownego.
Chris stał z trudem powstrzymując swoją złość, czuł również paraliż. Myśl o tym, co mogło się wydarzyć z jego siostrą, przyprawiała go o dreszcze. Z niedowierzaniem patrzył na Alexis, która nawet zignorowała dwójkę Posiadaczy i po prostu weszła do pokoju przeznaczonym dla Christie. Lekarz zaczął coś mówić, ale on nie słyszał jego słów. Dopiero, kiedy Tamara go lekko szturchnęła, oprzytomniał i spojrzał na mężczyznę.
– Jesteś jej bratem? Synem Phila Sorena?
– T-tak – odparł krótko, zerkając niecierpliwie do pokoju.
– Twoja siostra musi odpocząć. Czekamy jeszcze na wyniki badań. Niech twoi rodzice przyjdą po pracy do mojego gabinetu.
– Dobrze – rzekł i nie czekał na nic więcej, po prostu wszedł do pokoju. Łypał wściekle na Alexis. Podszedł do niej, jakby zaraz miał skoczyć jej do gardła, ale natychmiast pożałował. Zapomniał o tym, jaką moc posiada ta kobieta i momentalnie poczuł, jak traci część siły. Do tego w powietrzu unosił się słodki zapach jej perfum przypominający wanilię. – Co ty tu robisz? – wysyczał z największą dozą wrogości.
Tamara od razu poszła za nim, ale aura Alexis nie była dla niej wyczuwalna. Sprawdziła, czy puls Christie jest wyczuwalny, kiedy ta leżała już na łóżku. Gorączkowo myślała, co powinni zrobić. Zadzwonić do Sandry? Na pewno nie mogli zrobić zadymy w szpitalu, od razu wszystko by się wydało i cała trójka dobrze o tym wiedziała.
Alexis odwróciła się w stronę Chrisa z lekkim zawadiackim uśmiechem. Spojrzenie tych zielonych oczu przypominało wzrok węża – przebiegłego, potężnego i gotowego na wstrzyknięciu swojego jadu do ciała ofiary.
– Nie wiem o czym pan mówi. Proszę się uspokoić, inaczej wezwę ochronę – powiedziała cicho, spokojnie, choć Tamara i Chris wyczuli nutę rozbawienia oraz groźby.
– Nie udawaj… co jej zrobiłaś? – zapytał wściekle, jednak z każdą chwilą konsekwencje bycia pod kontrolą Alexis dawało się we znaki.
– Nic. Przecież żyje. Ja pomagam, jak tylko mogę. Taka moja praca – uśmiechnęła się niewinnie, wyminęła Chrisa i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Tamara patrzyła w stronę wyjścia, wciąż w lekkim szoku. Nie spodziewała się, że Odrodzenie może dostać się niepostrzeżenie do takich placówek, jak szpital. Lekarz nawet nie zwrócił na nią uwagi! A może to dzięki mocy Alexis? Czy całkowicie potrafiła kontrolować mężczyzn? I wtem do głowy Tamary przyszedł obraz sprzed niemal czterech miesięcy, kiedy to Paul został natychmiastowo zahipnotyzowany przez tą rudowłosą fałszywą kobietę. Tylko coś jej nie pasowało. Lekarz nie wydawał się być zahipnotyzowany, nie wyglądał jak Paul w tamtym momencie. Doktor miał świadomość.
Kolejna rzecz przyszła Tamarze do głowy. Co jeśli Alexis została pielęgniarką w szpitalu, aby mieć większy wpływ? Co jeśli to jest kolejny plan Odrodzenia, aby przesiąknąć do takich miejsc i mieć większą władzę? Tylko w takim razie, dlaczego wybrali szpital w Norville a nie w jakimś znacznie większym mieście? Czyżby powodem był fakt, iż tu znajdywali się oni – Tamara i Chris? Dwójka nowych Posiadaczy? To był ich cel? Nic z tego nie rozumiała, ale czuła ogromną panikę. Nigdzie już nie było bezpiecznie. Z całą pewnością nie poczuje bezpieczeństwa ani nie zaufa żadnej placówce publicznej. Wdarli się do szkoły, teraz są w szpitalu… Może chodzi im o zawładnięcie miasta, by przekonać ją oraz Chrisa do przejścia na stronę Stowarzyszenia?
Jedna wielka niewiadoma.
Przełknęła ślinę i spojrzała na Chrisa, który sprawdzał, czy z jego siostrą wszystko w porządku. Mało kiedy widziała złość przyjaciela, prawdziwą złość, a gdy była już tego świadkiem, miała czuła się jeszcze bardziej niezręcznie. Jakby ona była winna całemu zdarzeniu, całej wściekłości przyjaciela i chciała go przeprosić, choć ciągle powtarzała, że to nie jej wina. Aura w powietrzu stała się nieprzyjemna, cięższa i napięta.
Zacisnęła dłoń w pięść. Miała ochotę odnaleźć Alexis i dać jej nauczkę. Ale wiedziała, że to była walka z wiatrakami. Dobrze pamiętała ostatnią konfrontację z tą kobietą. Znów by skończyła w szpitalu. A teraz już nawet tutaj nie było bezpiecznie.
– Trzeba coś z tym zrobić – powiedział cicho Chris, gładząc blond włosy Christie.
– Wiesz co. Porozmawiamy z Sandrą. Może ona coś poradzi.
– Nie. Nie ona – odparł dość chłodno, co przyprawiło Tamarę o ciarki. Chris mało kiedy odzywał się do niej takim tonem. Zdawała sobie sprawę, że nie była to jej wina, ale mimo wszystko poczuła się źle. – Znowu będzie paplać trzy po trzy i nic nie zrobi. Musimy się bardziej postarać. Wiesz w czym.
– Wiem. I to doskonale – odpowiedziała. Dopiero wtedy Chris zdał sobie sprawę z całej sytuacji oraz wypowiedzianych słów. Kto inny miałby nie mieć świadomości, jak nie jego przyjaciółka? Wiedział, że postąpił głupio, ale jednak nic więcej nie powiedział. 


Postanowiłam napisać tom II. Nie będzie on długi, jak część pierwsza, ale zadecydowałam, że jednak jakieś choćby drobne dopełnienie się przyda. No i to kolejna szansa dla mnie na szlifowanie warsztatu. Nie mogłam się powstrzymać i opublikowałam rozdział szybciej. Jak zwykle jestem niecierpliwą osobą. Jeśli jeszcze ktoś tu wpadł i przeczytał, to byłoby mi miło, gdyby dał znać. Pozdrawiam!

sobota, 4 listopada 2017

Fight!!

„Będę odważny do samego końca”
B.A.P - 주소서
Autor: AtsaL78

Wzięła do ręki jedyny nie schowany nóż, który leżał na blacie i wróciła do drzwi wejściowych. Bała się. Ręka drżała, a oddech przyśpieszył, choć obawiała się, że osoba po drugiej stronie ją słyszy. Powoli podeszła bliżej, delikatnie dotykając palcami zasłonkę od Judasza. Niemal podskoczyła, kiedy znów ktoś prawie uderzył w drzwi. Znacznie głośniej niż poprzednio. Kogo ujrzy? Kogo powinna się spodziewać?