sobota, 18 marca 2017

Kilka pytań przy deserku

[21.04.2017] 
EDIT:  Wybaczcie za zwłokę, ale nie mam wpływu, że się tak to wszystko przedłuża. Miało być tydzień, góra dwa a wychodzi miesiąc. Może na długi weekend majowy będę mogła ogarnąć swój nowy pokój to jakoś powoli ruszę. Na razie mój komputer czeka gdzieś w kartonie. :'( 
[29.03.2017]
EDIT: Ze względu na moje życie prywatne nie mam czasu na pisanie opka (chęci wróciły) ani na komentowanie. Z czytaniem może i trochę lepiej, bo jak mogę i mam czas to w pracy coś tam skubnę. Teraz prawdopodobnie, a raczej na pewno zostanę się przez jakiś czas bez kompa, więc wybaczcie. Będą większe opóźnienia niż się tego spodziewałam. Niestety nie mam na to wpływu. Oczywiście dalej od czasu do czasu będę zaglądać do blogosfery (komórka jeszcze mi działa).

Cześć żabki! Mam do was ogromną prośbę! Napisałam te 20 pytań, które pomogą mi zobrazować całą sytuację na opka i pomogą w pisaniu przyszłych rozdziałów. Bardzo bym was prosiła, choćby o krótkie odpowiedzi na poniższe pytania, ale nie obrażę się, jeśli się rozpiszecie. Każda wskazówka jest dla mnie cenna. Mam wrażenie, że idę w dół ze wszystkim, bo ja znam opka na wylot, dlatego tak bardzo zależy mi na waszej opinii. Znowu mam ochotę zacząć pisać od nowa, bo czuję, że spieprzyłam sprawę, ale nie zrobię tego, jednakże chciałabym uniknąć w kolejnych rozdziałach błędów (fabularnych), które zrobiłam do tej pory.

1. Która postać jest najbardziej charakterystyczna?
2. Która postać jest najmniej charakterystyczna?
3. Która postać was najbardziej intryguje/ciekawi? Komu kibicujecie?
4. Która postać wydaje wam się najbardziej idealna?
5. Czy fabuła opowiadania jest schematyczna? A może bardziej oryginalna?
6. Czy tempo akcji jest wolne, w sam raz, za szybkie?
7. Czy ogólnie fragmenty przemocy są dla was brutalne, średnie, zwyczajne?
8. Czy fabuła intryguje? Ciekawi was, co będzie dalej?
9. Czy ktoś widzi jakąś poprawę mojego stylu pisania bądź ciut więcej emocji niż w poprzednich rozdziałach?
10. Co was najbardziej intryguje w fabule? Co trzyma, że chcecie czytać dalej? Czego najbardziej chcecie się dowiedzieć?
11. Czy dalej tłumacze, jak chłop krowie na rowie?
12. Czy tajemnic jest dużo, średnio, prawie wcale?
13. Co wam się najbardziej podoba w fabule?
14. Na co czekacie? Czego oczekujecie? Co by się wam najbardziej spodobało?
15. Czy macie jakąś wizję przyszłości bohaterów? Czy jesteście w stanie to przewidzieć?
16. Czy potrafię was choć minimalnie zaskoczyć (pomysłem na wątek, zwrotem akcji itp.)?
17. Czy jest coś, co wam spędza sen z powiek? Czy do tej pory jest coś, czego nie rozumiecie do tej pory?
18. Czy fabuła jest banalnie prosta, zwyczajna, zawiła?
19. Czego byście nie chcieli, abym zrobiła, bo waszym zdanie zepsuje to opka?
20. Czy jesteście teraz w stanie szczerze powiedzieć, że czekacie na zakończenie i będziecie ze mną do końca?

A jeśli jest między was jakiś anonimowy czytelnik (według ankiety jest was teoretycznie 10) to również proszę o odpowiedzi na pytania, bądź ujawnienie się. 

sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział 6.2 Decyzja

Nie musiała czekać długo na odpowiedź przyjaciela.

„Co?! Jesteś w domu? Zaraz będę”

Jej noga nerwowo dygotała, a ona sama rozglądała się, co chwila, jakby w obawie, że zaraz pojawi się sam włamywacz, z którym będzie musiała stoczyć walkę. Nie wiedziała, czy rozszalałe serce rzeczywiście ją boli, czy to tylko ból psychiczny powiązany z wyobraźnią. Czuła, jak robi się coraz cieplej, aż nie mogła wytrzymać i zdjęła żakiet mundurka. Przeczesała palcami swoje blond włosy, próbując za wszelką cenę jakoś się opanować. W tej ciszy każdy dziwny dźwięk przyprawiał ją o ciarki i kolejną dawkę strachu oraz paniki. Śmiertelnie się przeraziła, gdy drzwi wejściowe zostały otwarte z rozmachem. Niemalże podskoczyła, wydając z siebie zduszony okrzyk, ale natychmiast odetchnęła z ulgą widząc, że to tylko Chris. Chłopak był lekko zdyszany, policzki nieco zaczerwienione, zapewne przez mróz panujący na zewnątrz, a jasne włosy były potargane przez wiatr. Spojrzał z niepokojem na swoją przyjaciółkę, zamykając za sobą drzwi, po czym zerknął do kuchni, a potem do salonu. Tamara obserwowała go, czekając aż coś powie, choć czuła, że przy jakimkolwiek jego słowie, rozpłacze się, jak małe dziecko.
Gdy napotkała wzrok chłopaka, jej gardło ścisnęła niewidzialna gula, a łzy same popłynęły. Chris usiadł na schodach obok niej, a pewna niezręczność wisiała w powietrzu.
– Najważniejsze, że nic ci się nie stało, czy Nickowi albo Elizabeth i nie ukradli z ważnych rzeczy – powiedział w końcu swoim łagodnym głosem. – Nie płacz już, bo cały makijaż ci spłynie – szepnął, delikatnie kciukiem wycierając jej łzy. Tamara lekko wzdrygnęła się, czując jego dotyk. Nie była przyzwyczajona do tego, mimo iż byli przyjaciółmi to wciąż zawsze dzielił ich dystans fizyczny. Jednak musiała przyznać w duchu, że był to niezwykle miły gest. Tak bardzo chciała się teraz do kogoś bliskiego przytulić, poczuć się bezpiecznie, ale jak zwykle hamowała ją nieśmiałość oraz niepewność, czy ktokolwiek by chciał, aby ktoś taki jak ona była wręcz przyklejona do niego. – Zadzwoniłaś na policję?
Pokręciła lekko głową.
– Elizabeth miała dzwonić – wydusiła z siebie tak cichym i zachrypniętym głosem, jakby to był zaledwie szelest liści. – Czemu wszystko, co złe przytrafia się mi? Nienawidzę ludzi… Nic nikomu złego nie zrobiłam…! Mam dość… ­– załkała, czując wzrastającą złość.
Chris powoli chciał już objąć ją ramieniem, ale natychmiast cofnął rękę, gdy usłyszał, gdy ktoś próbuje przekręcić klucz w zamku. Chwilę potem drzwi się otworzyły. Elizabeth nieco zdziwiona widokiem, natychmiast podeszła do córki i pocałowała ją w głowę.
– Dobrze, że nic ci nie jest. Nick dalej w szkole? – zapytała, na co Tamara kiwnęła tylko głową. Kobieta nawet nie zdejmując kurtki ani butów, obeszła cały dom, by zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Widać, że była załamana i jej chciało się płakać, ale była twarda. Niedługo potem przyjechała policja. Funkcjonariusze porobili zdjęcia, próbowali odnaleźć jakiekolwiek odciski palców bądź butów, przepytali Tamarę oraz Elizabeth, spisali protokół, a później jeszcze sprawdzili jakieś ślady wokół domu. Na końcu odwiedzili sąsiadów, by dowiedzieć się, czy nie widzieli bądź nie słyszeli czegoś podejrzanego. Jednak wyglądało na to, że włamywacz był profesjonalistą, ale najwyraźniej nie znalazł tego, czego szukał. Mundurowi zasugerowali, że może szukał czegoś konkretnego. Nie zostawili wielkich nadziei na odnalezienie typa.
Gdy funkcjonariusze odjechali, Elizabeth z Tamarą wzięły się za posprzątanie tego całego bałaganu. Chris nie chciał stać bezczynnie, więc zajął się doprowadzaniem do porządku salonu. Tamara w swoim pokoju przy okazji sprawdzała, czy na pewno nic nie zostało skradzione. Miała pewne przypuszczenia, że może to kolejna zagrywka Alexa, ale czego mógł u niej szukać? No i nie miała też do końca pewności, czy to aby rzeczywiście była jego sprawka. Nikogo innego nie podejrzewała, chociaż potem przypomniała sobie o tych trzech mordercach i ciarki przeszły jej plecach. A co jeśli to byli oni? Co jeśli przyszli ją zabić, aby ich dzieło zostało idealnie zakończone?
Nick o niczym się nie dowiedział wedle prośby Elizabeth. Nie chciała straszyć ani martwić chłopca. Nie chciała mu też psuć dnia, kiedy wrócił ze szkoły po wszystkich dodatkowych zajęciach, chociaż mały dopytywał się, czy wszystko w porządku, widząc minę swojej matki oraz przybranej siostry.
Tej nocy Tamara w ogóle nie mogła zasnąć, chociaż była niezwykle zmęczona. Każdy dźwięk przyprawiał jej o szybsze bicie serca, a ręka od razu wędrowała pod poduszkę, gdzie ukryła nóż kuchenny. Przeleżała wiercąc się w łóżku aż do kolejnego poranka. Niewyspanie dało jej się we znaki, kiedy czuła ogromne rozdrażnienie.
Wszystko ją doprowadzało do szału. A to za gorąca woda, gdy odkręciła kurek, chcąc przemyć twarz. A to włosy, które postanowiły, że tego dnia będą naelektryzowane, czy nawet to, że eyeliner powoli kończył się jej i makijaż nie wyszedł tak dobrze, jak zawsze. Ze złości rzucała rzeczami, zamiast je spokojnie odłożyć. Nawet droga do szkoły była dla niej mordęgą. Co chwila się rozglądała, czy nikt nie idzie za nią. Czuła się obserwowana, a wyobraźnia podsuwała wszelkie najgorsze scenariusze, podsycając tylko strach.
Usilnie próbowała nie zasnąć na którejś lekcji, a gdy w końcu doczekała się przerwy na lunch mogła powiedzieć Vanessie o całym zajściu wczorajszego dnia. Choć przy opowiadaniu, Tamarze o mało znów nie popłynęły łzy.
– O matko – skwitowała przyjaciółka, siadając obok Tamary. – Ludzie są okropni. Dobrze jednak, że nic nie ukradli. Powinniście zmienić drzwi na takie antywłamaniowe. I zmienić zamek. Kto wie czy nikt nie dorobił sobie klucz do was.
Tamara nie pomyślała o tym, ale cóż ona i tak mogła zrobić? Ostateczna decyzja by należała do Elizabeth, która i tak by się martwiła o dodatkowy koszt.
– Nie wiem – mruknęła Tamara, patrząc na swoją tacę z jedzeniem, które choć wyglądało smacznie, to jakoś dziewczyna nie miała na nie apetytu. – Najgorsze, że nie złapią go, bo nie ma żadnych dowodów.
– Ach, weź… masakra. Jak dobrze, że ja mam alarmy, więc nawet jak ktoś przeskoczy ogrodzenie to włączy się alarm. Nie mówiąc, jakby próbował jakoś wejść. Wtedy od razu policja jest powiadamiana, a wszystko wyje tak, że umarli by powstali. Tylko chyba głupi by próbował nas okraść. Albo ktoś, kto umiałby wyłączyć to wszystko za jednym zamachem.
Wypowiedź Vanessy ani trochę nie poprawiły Tamarze nastroju, a wręcz przeciwnie. Zirytowana zignorowała to i tylko wzruszyła ramionami, próbując cokolwiek przełknąć. Na szczęście w porę pojawił się Chris z Paulem, zmieniając temat rozmowy.
– A dupek gdzie? – zapytała Vanessa, wzrokiem szukając swojego brata.
– Zgubił się gdzieś po drodze – odparł Chris, wzruszając lekko ramionami. – Zaraz przyjdzie. Tęsknisz za nim? – uśmiechnął się lekko, zerkając na dziewczynę, która prychnęła, odrzucając swoje czarne falowane włosy.
– Jeszcze czego. Wystarczy, że w domu muszę go znosić. Widziałeś, co wczoraj opublikował z mojego konta? – Chris tylko pokręcił przecząco głową. – „Czekam na faceta, który okiełzna mnie w łóżku”. Myślałam, że go zabiję! Jeszcze pozmieniał mi hasła na każdym koncie, gdzie się nie wylogowałam! Dupa wołowa – syknęła, widząc nadchodzącego brata.
– Witam zebranych grzeszników – odezwał się Dave, stawiając tacę na stoliku, a zaraz potem usiadł z szerokim uśmiechem na twarzy.
– I z czego tak suszysz zęby? Wczoraj prawie ryczałeś za swoim laptopem…
– Nie powiem, że mi nieźle podniosłaś ciśnienie, jak wywaliłaś mi lapka przez okno. Przez ciebie straciłem wszystkie pliki…
– Chyba same porno filmiki – prychnęła cicho, zajadając sałatkę.
– ...ale jestem na tyle zdolnym człowiekiem, że część danych odzyskałem. A ty i tak odkupisz mi lapka.
– Chyba śnisz! Po moim trupie!
– A chcesz, by matka dowiedziała się o tym, co zrobiłaś w Sylwka?
Groźba podziałała na Vanessę tak, że dziewczyna na chwile zesztywniała z przerażenia, ale po chwili się rozluźniła i uśmiechnęła wrednie.
– A chcesz, by mama dowiedziała się, że włamałeś się do szkolnego komputera i zmieniłeś sobie ocenę z hiszpańskiego?
– Co zrobiłeś? – zapytał zdziwiony Paul.
– Myślałem, że na serio się uczyłeś – wtrącił Chris, patrząc na swojego przyjaciela.
– Proszę cię – Dave prychnął cicho. – Wiesz, jakie są moje oceny z hiszpańskiego? – spytał, po czym znacząco spojrzał na swoje krocze. – Takie są! Jakbym dostał F, to byłbym już zagrożony i mogliby mnie wywalić z drużyny!
– Ale wiesz, że jak znajdą twój sprawdzian, to i tak wszystko może wyjść na jaw? – Chris uniósł lekko brew.
– Sprawdzian był jakiś czas temu, Perry i tak już pewnie nie pamięta, co mi wstawił. Poza tym spoko, nie jestem taki głupi. Kartkę podmieniłem – żachnął już lekko poirytowany Dave. – Poza tym, jak nikt z was nikomu nie powie, to się nikt nie dowie, nie? Proste!
– Tym razem przegiąłeś – skwitował Chris, lekko kręcąc głową.
– Oj daj spokój! To tylko jedna ocena! O co tyle hałasu? Zluzujcie portki…!
– Ja pierdziele – westchnął ciężko Paul.
– Obyś przez to nie wpadł – rzekł cicho Chris, wracając do swojego lunchu.
– Spokoj… – zaczął, ale niespodziewanie upadł na podłogę, kiedy to Andy kopnął mocno w krzesło Dave’a. Wszyscy w pobliżu zwrócili uwagę na tą sytuację. Tamara aż lekko podskoczyła.
– Taki z ciebie kozak? – powiedział nieznajomy, który widać, jakby ledwo panował nad swoją złością.
– Ej, stary, co jest? – zapytał Dave, podnosząc się z podłogi.
– Udajesz debila? Zostaw moją dziewczynę w spokoju – warknął groźnie. – Albo załatwimy to inaczej.
Tamara poczuła falę strachu, widząc swojego prześladowcę znów tak blisko. Odkąd całą sytuację widział nauczyciel, gdy Andy z kolegami dokuczali jej, Tamara miała spokój.
 – Sory gościu, ale nie wiem, o co ci biega, ale jak chcesz zostać poniżony przy całej szkole… nie ma sprawy – odpowiedział Dave z chytrym uśmieszkiem. Andy podszedł do niego tak blisko, że prawie stykali się nosami mierząc się nawzajem wzrokiem. Chris wstał, odsuwając od siebie obydwu.
– Uspokój się – rzekł, patrząc na Andy’iego.
– Nie wtrącaj się lalusiu – syknął, popychając lekko Chrisa. Tamara miała złe przeczucia, co do tego wszystkiego, a widząc, jak jej były prześladowca traktuje przyjaciela, poczuła złość. Jednak wiedziała, że niewiele może zrobić, choć zaczynała czuć, jak robi jej się gorąco.
– Będę, bo Dave to mój przyjaciel i zaatakowałeś go.
– Zaatakowałem? – prychnął ze śmiechem. – Nawet go nie dotknąłem! A co, jesteście pedziami, że musisz go bronić? No nie mów, że go kochasz?!
Dave nie wytrzymał, odepchnął lekko Chrisa i rzucił się na Andy’iego, ale ten okazał się być silniejszy i bez problemu rzucił chłopaka na stół. Tamara wstała gwałtownie, aż krzesło spadło na podłogę. Złapała za widelec podchodząc do napastnika i nie myśląc zbyt wiele, z całej siły wbiła go w ramię Andy’iego. Krótki krzyk wyrwał się z gardła chłopaka, który spojrzał najpierw na wbity sztuciec, a następnie na dziewczynę, która aż kipiała ze złości. Chris natychmiast złapał Tamarę za ramiona i odsunął, gdy ta chciała ponownie zaatakować. Paul również wstał i z Davem stanęli przed wściekłym Andym w razie, gdyby próbował się zemścić.
– Co tam się dzieje?! – zawołał biegnący w ich stronę nauczyciel. – Ty, do pielęgniarki. A wy – wskazał na Tamarę i Dave’a – do dyrektora. Powariowaliście? Co wy wyprawiacie?
Tamara wściekła, pomaszerowała niechętnie z kolegą do gabinetu. Nie żałowała tego, co zrobiła nawet tego, że widzieli to prawie wszyscy uczniowie. Przez chwile pomyślała, że może to i dobrze, gdyż przestaną traktować ją tak źle i nabiorą do niej szacunku. Będą wiedzieć, na co ją stać, kiedy przyjdzie co do czego.
Dyrektor oczywiście był oburzony całym zachowaniem dwójki, ale najbardziej zdziwił go atak drobnej Tamary, która do tej pory w żaden sposób nie sprawiała kłopotów. Ba, nawet wzbudzała litość u niektórych nauczycieli, gdy usłyszeli krótką historię dziewczyny.
– Muszę powiadomić waszych rodziców – powiedział, gdy skończył swoją przemowę. Dave ani trochę się tym nie przejął, inaczej było z Tamarą, która nie chciała sprawiać dodatkowych kłopotów Elizabeth, ale było już za późno.
– Może pan dzwonić. Jeśli odbiorą to będzie miał pan szczęście – odparł Dave.
– Nie pyskuj gówniarzu – warknął mężczyzna, który usiadł ciężko na swoim krześle, które pod dość sporą wagą dyrektora zaskrzypiało niebezpiecznie. – Czekajcie na korytarzu.
Tamara oraz Dave niechętnie wyszli i zajęli miejsca w sekretariacie.
– Nie wiedziałem, że taka z ciebie wojowniczka – odezwał się po dłuższej ciszy, zerkając na dziewczynę, która ani drgnęła. – Nie martw się. Będzie dobrze. Swoją drogą taka mała, a ma tyle siły.
Całkowicie ignorowała chłopaka, myśląc o czymś zupełnie innym. Wciąż było jej okropnie gorąco, jakby była w saunie, a złość ani trochę nie zmalała. Dopiero, gdy zjawiła się Elizabeth, poczuła wstyd, ale mimo wszystko dalej uważała, że zachowała się słusznie. W końcu mogła się jakoś odpłacić Andy’iemu za to, jak on ją traktował do tej pory.
Z racji tego iż Dave mniej przewinił, szybciej mógł wrócić do zajęć. Nie był zadowolony z kary, ale w porównaniu do Tamary, nie powinien narzekać.
– Jesteś zawieszona w prawach ucznia – powiedziała zła a zarazem załamana Elizabeth, gdy wyszła z gabinetu dyrektora. – Jak mogłaś zrobić coś takiego? – zapytała, patrząc na dziewczynę.
– Może mnie trochę poniosło, ale on nie jest też bez winy – odparła cicho i niepewnie Tamara, nie chcąc patrzeć przybranej matce w oczy.
– Trochę? Tamara, wbiłaś mu widelec w ramię! Ciesz się, że cię nie wyrzucili ze szkoły! – podniosła głos, ale zaraz westchnęła cicho i usiadła obok córki. – Powiedz mi tylko jedno – zniżyła głos, aby sekretarka niczego nie mogła usłyszeć. – To byłaś ty czy smok tobą zawładnął?
Tamara dopiero teraz odważyła się spojrzeć matce w jej brązowe oczy. Czyżby Elizabeth wciąż się bała?
– Myślisz, że jestem potworem? Fajnie – prychnęła, po czym wstała. – Jeśli się boisz, to mnie oddaj do domu dziecka! Po ci osoba, która ciągle stwarza problemy! Lepiej się mnie pozbyć. Szkoda, że jednak nie umarłam w tej trumnie!
– Tamara, nie mów tak! Wierz, że cię kocham, jak własną córkę…
– Jasne – prychnęła ze złością. – Tylko zaczynasz traktować mnie, jak jakąś tykającą bombę. Może dalej mnie obwiniasz za śmierć Johna, co? Żałujesz, że już wtedy i mnie nie zabili? Bo ja tak. – Łzy napłynęły jej do oczu, ale usilnie starała się je powstrzymać.
– Nie pleć głupot!
– Przepraszam, że zniszczyłam twoją rodzinę, choć tego nie chciałam. Przepraszam, że w ogóle żyję. Może lepiej będzie, jak zniknę! – krzyknęła, po czym wybiegła z sekretariatu, cała już zapłakana. Na jej szczęście trwały lekcje, więc nikt nie mógł zobaczyć ją w takim stanie. W tym momencie nie przejmowała się, że nie ma na sobie kurtki nawet, kiedy poczuła okropnie zimne powietrze na zewnątrz. Po prostu biegła przed siebie, mając dość wszystkiego i wszystkich. Chciała zniknąć. Czuła, że jest tylko jednym wielkim problemem i ciężarem dla każdego człowieka, jakiego w życiu spotkała. Naprawdę zaczęła żałować, że nie została zabita, a minęły jej już dwie okazje do odejścia z tego świata. Może to było całe szczęście w nieszczęściu albo całkowity pech.
Jakiś impuls zaprowadził ją do kościoła, w którym mogła się skryć. W środku nie było nikogo, więc spokojnie mogła usiąść w ostatniej ławce z brzegu i wypłakać się, aby pozbyć się wszelkich emocji.
Zaczęła nienawidzić samej siebie, nienawidzić całego swojego życia oraz ludzi, którzy wydawali się być po jej stronie, ale i tak ostatecznie czuła, że chcieliby, aby ona sama zniknęła. Stwarzała tylko problemy, a niektórzy nawet umierali przez nią. Uważała, że wyrządziła tyle złego i wisi nad nią jakieś makabryczne fatum, a najlepszym wyjściem była jej śmierć. Tak, to by zmieniło wszystko na lepsze. Tylko czy miałaby na tyle odwagi, aby popełnić samobójstwo? Tak po prostu skończyć ze sobą? Wiedziała, że najlepszym sposobem jednocześnie mało bolesnym są tabletki.
Wyobraziła sobie, jakby to były, gdyby rzeczywiście umarła. Czy ktokolwiek by za nią płakał? Raczej nie.
Elizabeth by była w końcu szczęśliwsza i nie musiała żyć w strachu. Chris… znalazłby sobie lepszą przyjaciółkę albo nawet dziewczynę, którą by mógł mnie zastąpić. Vanessa tak samo. Ma wiele znajomych. Bogatszych i ładniejszych ode mnie…
I nikt więcej. Zastanawiała się, czy w ogóle odbyłby się jej pogrzeb, czy ktokolwiek pofatygowałby się, aby pochować ją, jak człowieka, ale w tym momencie pomyślała, że ona sama nie zasługuje na to. Zaczęła wierzyć, że jest niczym więcej, jak jedynie potworem. Potworem w ludzkim ciele. Czy zasługiwała w takim razie na to, aby istnieć? Jej odpowiedź brzmiała „nie”.
Czuła, że zaczyna być tylko jakąś rośliną, a nie człowiekiem, bo wszyscy mieli gdzieś jej uczucia. Nikt się z nimi nie liczył, nikt się nimi nie przejmował. Jakby ona sama w ogóle ich nie miała. Być może to byłoby najlepsze wyjście – pozbyć się wszystkiego, co ludzkie. Mieć gdzieś wszystko i wszystkich, nie przejmować się niczym, żyć po swojemu, według własnych zasad. Nawet nie brała pod uwagę moce smoka, jakie posiadała, gdyż nie była pewna czy może na nie liczyć. Jednak jeśli udałoby się je rozwinąć, to miała nadzieję, że wtedy wzbudzi strach w ludziach i każdy zacznie chociaż ją szanować. Tylko tyle chciała, a może aż za wiele oczekiwała.
– Ponoć wiara czyni cuda, ale czy warto na to czekać? – aksamitny głos rozbrzmiał po kościele. Tamara wzdrygnęła i rozejrzała się od razu, czując strach. Wierzchem dłoni wytarła łzy, nie przejmując się, że zapewne cały jej makijaż się rozpłynął. I tak była widokiem nędzy i rozpaczy, więc o wiele gorzej wyglądać już nie mogła. Nikogo nie mogła dostrzec, ale ten głos był jej znajomy. – Ludzie to egoistyczne potwory. Przychodzą do innych tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują od drugiej osoby. Warto jednak znaleźć kogoś, komu będzie można zaufać, prawda? Kto da schronienie, opiekę i wsparcie. A w twoim przypadku może pomóc w rozwoju twoich niezwykłych umiejętności. Szkoda by się zmarnowały.
W końcu zza filaru wyszedł, jak zwykle postawny Alex, a jego czerwone włosy tym razem idealnie uczesane, a część kosmyków opadała mu na czoło. Ubrany elegancko, choć nieco staroświecko. Niezwykła aura tajemniczości oraz potęgi biła od niego, że Tamara bez problemu wyczuła to, choć mężczyzna stał od niej dobre kilkanaście metrów. Miał w sobie coś drapieżnego, a zarazem budzącego podziw, który w tym momencie nawet zaimponował zagubionej Tamarze. Już nawet do głowy przychodziły jej myśli, że Alex to ostatnia deska ratunku.
– Wiem, jak się czujesz. Odrzucona, niezrozumiana, popychana przez wszystkich. Bez oparcia od kogokolwiek. Nikt nie wie, jak to jest przeżyć tyle, co ty. Stracić rodziców, których się nie pamięta. Być świadkiem tylu okropnych rzeczy, którymi niepotrzebnie się obwiniasz, bo nie zrobiłaś niczego złego – mówił swoim hipnotyzującym głosem, podchodząc coraz bliżej do ławki, na której siedziała dziewczyna. Ona zaś nie odrywała od niego oczu, nie wiedząc już, czy ma się go bać, jakby cała złość jej przeszła. – Oni nie zrozumieją. Nie wiedzą, jak to jest i nigdy nie będą wiedzieli. A ty jesteś wyjątkowa, tylko potrzebujesz odpowiednich ludzi, którzy o ciebie zadbają.
Nie, nie słuchaj go. On jest zły…
Jednak Tamarze trudno było choć trochę nie przyznać racji Alexowi. Wszyscy byli tacy sami. Nic nie wiedzieli o cierpieniu, o tym, co przeszła, co siedzi w jej głowie i jak bardzo wszystkie okropne wydarzenia wpłynęły na psychikę. Ile musiała wycierpieć, ile koszmarnych scen przeżyła i nigdy się ich nie pozbędzie ze swoich wspomnień ani z koszmarów, jakie nieraz miewała. Jak ciężko jest udawać, że ona sama się niewiele zmieniła, że wciąż jest tą samą osobą. Jak ciężko żyć normalnie.
Mężczyzna był coraz bliżej. Szedł powoli, jakby badał na ile może się zbliżyć, ale Tamara na razie nie protestowała. Była zbyt zajęta myślami i za bardzo zdruzgotana, aby mieć siłę do walki. W końcu wszystko było już jej jedno, co się wydarzy. W końcu była nikim.
– Uwierz mi… nie tylko ty przechodzisz przez ciężkie chwile – zatrzymał się. – Pewnego dnia moi rodzice zabrali mnie na biwak nad jezioro, otoczone lasem, aby uciec od ludzi i miło spędzić czas w rodzinnym gronie. Miałem wtedy dziewięć lat. Byłem naprawdę szczęśliwy, bo ojciec dużo pracował, a gdy wracał do domu zazwyczaj był zmęczony. Wieczorem było ognisko. Usiedliśmy przy nim, a on opowiadał mi historie ze swojego życia, znacznie ciekawszego niż moje do tej pory. W pewnym momencie pojawiło się kilkoro pijanych mężczyzn. Zaczęli być wulgarni i agresywni. Mój ojciec oczywiście próbował jakoś zapanować nad sytuacją. Nie chciał wdawać się w żadne kłopoty z nimi, ale ci stawali się coraz bardziej opryskliwi. Jednemu z nich spodobała się moja matka i powiedział, że żąda jej w tym momencie. Mojego ojca pobili do nieprzytomności, mnie trzymało dwóch i na moich oczach zgwałcili ją… A potem zaczęli zamieniać się, by ulżyć swojemu podnieceniu. Płakałem razem z nią. To był najgorszy widok w moim życiu. W pewnym momencie jeden z nich zabrał mnie do lasu. Myślałem, że chciał oszczędzić mi tego widoku. Pomyliłem się. Domyślasz się, co się tam stało, prawda? – zapytał cicho, a Tamara poczuła ukłucie w sercu oraz ogromne współczucie. W życiu by nie pomyślała, że ktoś taki jak Alex mógłby przeżyć coś takiego. – Gdy się znudzili zabawą, po prostu sobie poszli. Ja nie byłem wstanie chodzić. Czułem do siebie wstręt, ale rodzice byli ważniejsi. Nie wiem, jakim cudem dałem radę dopełzać do nich, by sprawdzić czy w ogóle żyją. Matka leżała wciąż zapłakana i naga, ale widziałem w jej oczach szczęście, kiedy mnie zobaczyła. Oczywiście zgłosiliśmy to na policję. Daliśmy szczegółowy rysopis oprawców. Znaleźli ich, poszli siedzieć na pięć lat. Tylko tyle. W tym czasie obiecałem, że kiedy wyjdą, a ja będę silny, zemszczę się. Oczywiście moja matka zaszła w ciążę. Ojciec chciał, aby usunęła to dziecko, ale ona nie chciała je zabijać. Mówiła, że ono nie jest niczemu winne. Ojciec odszedł, bo nie mógł znieść widoku swojej żony z brzuchem przez gwałcicieli. Wyjechał gdzieś za granicę. Po jakimś czasie przestał się do mnie odzywać. A matka… przy porodzie nastąpiły pewne komplikacje i umarła. Dziecko przeżyło… zaledwie parę godzin. Wszyscy patrzyli na mnie z litością, niektórzy z odrazą przez to, że moja matka została zgwałcona. Twierdzili, że pewnie sama sprowokowała, więc dostała to, na co zasługiwała. Wyzywali ją od najgorszych, ale ona dzielnie to znosiła. Przynajmniej mi nie pokazywała swojej słabości, choć słyszałem i widziałem jej łzy. Nawet jednej nocy podpalili nasz dom. Chcieli nas wygnać. Część z mężczyzn z wioski traktowało moją matkę, jak prostytutkę. Skoro raz dała swojego ciała, to znaczy, że musi to lubić – westchnął cicho i zamilkł na chwilę. - Mam nadzieję, że teraz i mnie rozumiesz, że ja również nienawidzę ludzi. Są potworami i trzeba uważać, kogo wpuszcza się do swojego kręgu zaufanych osób.
Tamara patrzyła na niego, czując jakąś dziwną więź, która zrodziła się wraz ze współczuciem. Może to było jakieś porozumienie całego cierpienia ich obu?
Tak dała się pochłonąć w słuchaniu historii, że nie zwróciła zbyt dużej uwagi, gdy Alex usiadł obok niej. Aura tajemniczości i drapieżności nieco zmalała, co dało dziewczynie większe poczucie bezpieczeństwa. Potrafiła go teraz zrozumieć.
– W wieku dorastania odkryłem, że mam w sobie niezwykłe moce. Rozwijałem je i dzięki nim mogłem zemścić się na gwałcicielach i reszty mieszkańców. Potem zniknąłem, nie zostawiając za sobą żadnych śladów. Wyjechałem za granicę. Tu znalazłem ludzi, którzy są podobni do mnie i do ciebie. Ludzi, którzy również przeżyli swoje tragedie wyrządzone przez innych. Co więcej oni też posiadają nadnaturalne zdolności, dzięki czemu mogli zadbać o siebie. Trzymaliśmy się razem, nawzajem sobie pomagając, rozwijając swoje umiejętności. A gdy trzeba było ratowaliśmy tych słabszych przed cierpieniem, ale wiemy, że nie możemy liczyć na zwykłych ludzi. Oni nic nie rozumieją i tylko krzywdzą innych. A my powinnyśmy trzymać się razem, dlatego chcę abyś dołączyła do nas. Możemy dać ci bezpieczeństwo, spokój, schronienie, wsparcie i pomoc. Możemy dać ci więcej niż ktokolwiek inny, bo nikt nie przeżył tego, co my.
Tamara spojrzała w jego zielone oczy, będąc prawie przekonaną, aby pójść z nim, chociaż bała się. Alex bez swoich czarów był taki prawdziwy i ludzki, a jego zachowanie teraz było wytłumaczone cierpieniem, jakie musiał przeżyć.
– Nie zmuszam cię do niczego, nie oczekuje, że podejmiesz teraz decyzję, gdy jesteś w rozsypce. Po prostu to przemyśl. Zaopiekujemy się tobą – szepnął i przytulił ją do siebie, jak starszy brat. Tamara na początku była bardzo zdziwiona i speszona, ale po chwili poczuła to ciepło bijące od drugiego człowieka, że nie mogła się temu oprzeć. To było bardzo miłe, a siła jaką emanował Alex było niczym zapewnienie bezpieczeństwa i oparcia, jakiego teraz potrzebowała. W końcu mężczyzna dla Tamary był symbolem schronienia dla kobiety. Ona to czuła i pragnęła więcej takiego uczucia. – Jeśli dołączysz do nas, nie będziesz musiała się o nic martwić. Nie zaznasz już więcej cierpienia, a dostaniesz miłość, której nikt nie może ci dać. A łzy jakie spłynął po twoich policzkach, będą łzami szczęścia, a nie kolejnego bólu. Przywitamy cię z otwartymi ramionami, więc nie bój się niczego. Będziemy szczęśliwi, mając tak wspaniałą osobę w naszym gronie. Jesteś wyjątkowa i pamiętaj o tym – szeptał do jej ucha, mocno przytulając Tamarę do siebie, a ona nie potrafiła i nie chciała nawet oderwać się, bo to było najprzyjemniejsza chwila jaką do tej pory mogła przeżyć. I chciała więcej, ale w tym momencie Alex odsunął się, by spojrzeć dziewczynie w oczy. – Gdy będziesz gotowa, przyjdę do ciebie – powiedział swoim aksamitnym głosem, po czym wstał i powoli ruszył do wyjścia.
Tamara patrzyła za nim z utęsknieniem za tym momentem bliskości, ale nie była w stanie zawołać mężczyzny. Czuła się zmieszana. Nie spodziewała się, że Alex odkryje przed nią taką wersję siebie. Dla niej nie był już człowiekiem drapieżnym, tylko kimś, kto doznał cierpienia i po prostu, jak ona, nie przepada za ludźmi. Musiała przyznać przed samą sobą, jego historia była w pewnym rodzaju budująca, że jeszcze na tym świecie ktoś trochę przeżył, żeby mógł mówić o bólu. Teraz zaczynała się jedynie zastanawiać, co powinna zrobić.
Siedziała w ciszy, cały czas rozmyślając o propozycji Alexa. Pomyślała, że porozmawia o tym z Chrisem, ale zaraz miała wątpliwości, czy on chce ją w ogóle jeszcze znać. Dopiero po chwili przypomniało jej się, co dzisiaj zrobiła i że siedzi jedynie w mundurku, zostawiając wszystkie rzeczy w szkole. I kłótnia z Elizabeth. Sumienie zaczęło ją gryźć. Jeśli miałaby odejść, to nie chciała odchodzić chociaż bez pożegnania. Może i nikt nie chciałby jej widzieć, ale ona by się lepiej czuła, mówiąc każdemu wprost „do widzenia”.
Wstała i ruszyła do domu, ignorując spojrzenia przechodniów, którzy w przeciwieństwie do niej byli ciepło ubrani. Jednak nikt nie zareagował ani nie zaoferował swojej kurtki. Nikt więcej ją nie obchodził. Ludzie po prostu przechodzili obok niej, a ona mijała ich. Zwykli, szarzy, krzywdzący innych. Ona była inna. Cierpiała, ale jak powiedział Alex, była wyjątkowa. Miała w sobie smoka, który użyczał jej swoją moc, moc ognia. Gdyby rozwinęła tą umiejętność, mogłaby się bronić i spalić wszystkich, którzy sprawili tyle bólu.
Nie czuła zimna przez całą drogę do domu. Dopiero chłodny prąd przeszedł przez jej ciało, gdy stanęła przed drzwiami, a chłód jaki ją owładnął był spowodowany strachem. Jednak musiała w końcu się zmierzyć ze swoją przybraną matką, choć bardzo chciała uciec i uniknąć konfrontacji, ale jakby spotkanie z Alexem dodało jej sił. Powoli i niepewnie otworzyła drzwi, będąc przygotowana na wszelkie krzyki. Telewizor w salonie był włączony, a zaraz ktoś wstał z kanapy i ruszył do przedpokoju, gdzie stała Tamara.
W końcu spojrzała na Elizabeth, ale trwało to jedynie krótką chwilę.
– Martwiłam się o ciebie – odezwała się kobieta, a w jej głosie nie było słychać żadnych wyrzutów. – Wzięłam twoje rzeczy ze szkoły.
– Dziękuje – szepnęła cicho, spuszczając głowę.
– Tamara… ja cię naprawdę kocham, jak własne dziecko i nawet nie myśl, że bez ciebie byłoby lepiej. Jesteś Posiadaczką i tak boję się tego smoka, wiesz dlaczego, ale to nie zmienia faktu, że będę przymykać oko na twoje złe zachowanie. Zraniłaś chłopaka, zostałaś zawieszona, prawie wyrzucona. Pewnie wniosą oskarżenie do sądu, a mnie nie stać na dobrego prawnika.
Patrzyła na podłogę, jakby beżowy dywan był znacznie ciekawszy i mniej niebezpieczny niż sama Elizabeth. Chociaż poniekąd zaczęła rozumieć postawę matki, ale nie miała zamiaru tego głośno przyznać. Tym bardziej, że ani trochę nie było jej szkoda Andy’iego, sumienie wciąż milczało w tej sprawie.
– Wiem… ale w porównaniu z nim, jeśli będzie trzeba ja wezmę odpowiedzialność za to, chociaż nie powinnam. Gdzie tu sprawiedliwość? – prychnęła cicho Tamara, powoli zmierzając do swojego pokoju.
– Jaka sprawiedliwość? Zaatakowałaś go – odparła już nieco oburzona kobieta.
– A wiesz dlaczego? – zapytała, odwracając się do matki, będąc już w połowie drogi na piętro. – Bo on znęcał się nade mną psychicznie! Wyzywał, obrażał, poniżał… przez niego czułam się, jak śmieć, ale może masz to gdzieś? Tak, złożyłam na niego skargę, na jakiś czas miałam spokój, ale dzisiaj, jak zaczął pruć się do Dave’a, a potem do Chrisa to nie wytrzymałam. Chciałam dać mu nauczkę, by w reszcie się odczepił! Tyle miesięcy byłam przez niego prześladowana, więc jeden widelec mu nie zaszkodzi! Szkoda, że noża mu w dupę nie wbiłam! – podniosła głos, nie mogąc już wytrzymać zdenerwowania. Musiała jakoś wyładować te całe zdenerwowanie i dać usprawiedliwienie matce, która niczego nie była świadoma, niczego nie rozumiała.
– Tamara! – skarciła ją Elizabeth.
– No co?! Czy każdy widzi tylko moje przewinienia, a nie może spojrzeć na tą drugą osobę, która swoją drogą, też nie jest bez winy? Ileż to można?! – warknęła, po czym od razu pobiegła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami.
Od razu zapaliła światło, by nie czuć strachu przed ciemnością, w którym ktoś mógł się czaić. Na szczęście była sama. Od razu zmieniła ubrania na wygodniejsze, po czym postanowiła przejrzeć się w lusterku, chociaż od razu tego pożałowana. Makijaż spłyną wraz z łzami i jedynie drobny ślad pozostał na prawy oku i trochę rozmazanego tuszu na lewym policzku. Myśl o tym, że Alex i obcy ludzie mogli widzieć ją w tak koszmarnym stanie był dla niej zawstydzający, ale kto by się czymś takim przejmował w kryzysowych sytuacjach?
Jej torba oraz telefon leżały na łóżku. Sprawdziła czy ktoś do niej napisał i nieco się zdziwiła, że miała tyle wiadomości do Chrisa i Vanessy. Natychmiast napisała do obu, że wszystko jest w porządku, ale została zawieszona i na razie chociaż ma zimowe wakacje. A potem po prostu się położyła, zmęczona całym dniem. Pragnęła tylko zasnąć i znaleźć się w innej, lepszej części, gdzie zmartwienia odchodziły gdzieś w dal.

Poranna pobudka nie należała do najprzyjemniejszych, kiedy to Sandra wparowała z impetem do pokoju Tamary. Dziewczyna o mało nie dostała zawału i już miała sięgnąć po nóż.
– Niezły dałaś popis – skwitowała kobieta, siadając na skraju łóżka. – Tylko nie myśl, że będziesz się wylegiwać w łóżku, skoro szkoła cię wykopała. Masz dziesięć minut na ogarnięcie się – rzekła energicznie, ale gdy przyjrzała się dokładniej Tamarze, jej roztrzepany włosach, cieniach pod oczami i wyczerpanej twarzy dodała: – albo lepiej dwadzieścia. Wyglądasz okropnie. Jakby cię żaba przeżuła, ale zaraz wypluła. Tragedia. Dobra, wstawaj. Czekam na dole. Śniadanie zjesz po drodze.
– Jakiej drodze? – zapytała zachrypniętym głosem, przecierając wciąż jeszcze ospałe oczy. Zawsze, gdy byłą brutalnie wyrywana ze snu, mało co kojarzyła.
– Do Seattle. Nie dam ci żyć, a skoro masz więcej czasu na zbijanie bąków, to chociaż wykorzystasz go na trening – powiedziała, wstając i ruszając do wyjścia. – Wstawaj! – zawołała, zamykając za sobą drzwi.
Tamara skrzywiła się na zbyt głośne słowa Sandry, które tylko podrażniły jej uszy. Jeszcze przez chwile siedziała na łóżku z zamkniętymi oczami, by mieć trochę czasu na rozbudzenie się, ale musiała wstać. Niechętnie i powoli wypełzła spod kołdry, rękoma opierając się o podłogę, aby od razu nie spaść, po czym sturlała się z łóżka, by resztkami sił wstać na nogi. Czuła się, jak zombie i wręcz na śpiąco udała się do łazienki. Szybki prysznic orzeźwił ją nieco, dodając energii. Związała włosy w kucyka, zrobiła lekki makijaż, gdyż bez niego nigdy nie wychodziła z domu, po czym ubrała się w strój sportowy. Wzięła komórkę oraz torbę z potrzebnymi rzeczami podczas treningu i zeszła już na dół od razu kierując się do kuchni.
– A co na to Chris? – zapytała Elizabeth, siedząc przy stole naprzeciwko swojej siostry.
– Nie jest zadowolony, ale co ja mam zrobić? Nawet nie wiem ile czasu mi tu zajmie ogarnięcie spraw – odparła, znacząco patrząc na Tamarę, która oparła się oblat kuchenny.
Dziewczyna patrzyła na swoją młodą ciotkę, czując nieco skrępowanie po ostatniej niezbyt przyjemnej wymianie zdań tuż po rozprawie sądowej. Na szczęście bądź nie, Sandra nie była zbyt pamiętliwa i prawie zawsze po kłótniach zachowywała się, jakby nic się nie stało.
– Może na tydzień wrócę do domu, wezmę parę rzeczy – mówiła dalej, dokańczając picie kawy.
– Wyściskaj Lenkę ode mnie. I Chrisa.
– Na pewno – pokiwała głową, po czym wstała. – Dobra, jedziemy. Szkoda czasu – klasnęła w dłonie, po czym ubrała kurtkę i wyszła z domu. Tamara na szybkiego założyła buty oraz kurtkę i podążyła za Sandrą. W ciepłym i ładnie pachnącym samochodzie, dziewczyna zjadła śniadanie, jakie kupiła jej ciotka. – Wracając do wczoraj…
– Elizabeth ci już wszystko powiedziała? – mruknęła niezadowolona Tamara.
– A coś ty myślała? Wiem wszystko, co się u ciebie dzieje. I masz więcej nie odstawiać takich szopek. Nie w szkole czy w jakimkolwiek miejscu publicznym. Jesteś Posiadaczem, co jeszcze nie umie panować nad sobą ani swoją mocą. Możesz mieć przez to kłopoty, a chyba nie chcesz, by wyszło na jaw, kim jesteś? Nie zdajesz sobie sprawy, co ludzie by z tobą zrobili. A jak nie obchodzi cię twój los, to chociaż pomyśl o innych, choćby Elizabeth. Sama za siebie jeszcze nie odpowiadasz.
– Skończyłaś? – zapytała z ciężkim westchnieniem. Nie miała ochoty słuchać kolejnego kazania, tym bardziej od Sandry.
– Mogłabym jeszcze długo pogadać, jeśli chcesz. Masz się pilnować.
– Wiem, słyszałam to chyba z tysiąc razy! – fuknęła zdenerwowana, wyglądając przez okno na mijane drzewa.
– No i dobrze! Może w końcu to do ciebie dotrze. Nie jesteś już tylko szarą myszką, która nikogo nie obchodzi. Musisz się pilnować i uważać, co robisz.
– Już, skończyłaś?
– Wcinaj – rzuciła krótko, nieco chłodno.
Napięta atmosfera wisiała w powietrzu do końca podróży, gdy Sandra zatrzymała się na podjeździe pod domem Posiadaczy. Obie od razu po wejściu do środka, ruszyły do Sali treningowej, gdzie na Tamarę czekał już Barid. Przywitał ją z ciepłym uśmiechem. Miała nadzieję, że chociaż on nie zrobi jej kazania na temat poprawnego zachowania i pilnowania się, bo by chyba wybuchła.
– Wszystko w porządku? – zapytał pogodnie, na co dziewczyna pokiwała głową, bo cóż innego mogła zrobić? Wylewać swoje żale? – To dobrze. Szkoda czasu, więc przejdźmy od razu do treningu.
– Będę na górze – wtrąciła Sandra i wyszła.
Tamara położyła swoją torbę na podłodze, zdjęła kurtkę i już po zmianie butów, stanęła obok Barida, który zajął miejsce na środku sali. Minęło naprawdę sporo czasu odkąd używała swoich mocy i miała ogromne obawy, czy nie będzie musiała zaczynać nauki od nowa.
– Dobrze, spróbujmy pod podstaw – odezwał się, patrząc na dziewczynę z zachęcającym delikatnym uśmiechem.
Tamara kiwnęła lekko głową, próbując sobie przypomnieć, jak działała jej moc i co musiała zrobić, aby przywołać ją ponownie oraz poprowadzić do swoich dłoni. Dla lepszej koncentracji, zamknęła oczy, szukając w swoim ciele skupiska smoczej energii. Na początku nie mogła jej w ogóle odnaleźć, ale otaczająca ją cisza oraz niesamowity spokój pozwolił na wyczucie tej tlącej się iskry. Z każdą sekundą pobudzała swoją moc, aż w końcu mogła nakierować ją do swoich żył, aby podążyły do palców. Wyciągnęła nieco ręce przed siebie i już miała wypuścić energię, gdy kichnięcie Hindusa wystraszyło ją. Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Potężna dawka czaru przeszyła jej ciało, by w ułamku sekundy potężny ogień wydobył się z dłoni. Zasięg żywiołu wyleciał na około ponad metr, a jego objętość była dość spora. Jednak w tym czasie Tamara natychmiast upadła o mało nie mdlejąc. Czuła, jak parzą ją ręce, ale wszelkie siły ją opuściły tak nagle, że nie była w stanie nawet się ruszyć.
– O raju, przepraszam! – powiedział Barid, zaraz podbiegł do niewielkiego stoliczka, stojącego przy ścianie, zabrał czekoladę oraz miskę z wodą i wrócił do dziewczyny. Ułamał dwie kostki i delikatnie wsunął w jej usta. – Zjedz. Poczujesz się lepiej.
Wziął dłonie Tamary i nad miską, zaczął polewać je wodą, by uśmierzyć ból i zapobiec bliznom. W tym czasie ona próbowała pogryźć słodycz.
– Czasem się tak zdarza – uśmiechnął się przepraszająco. – Nie myślałem, że dostaniesz aż takiego kopa. Ale jakby nie patrzeć, dałaś z siebie jak na razie najwięcej mocy. Może to nie było dobre posunięcie, ale kto wie, czy nie ułatwi ci w dalszych ćwiczeniach.
Umieścił ręce Tamary w misce, a potem pomógł jej się podnieść, by usiadła, gdy odzyskała część swojego wigoru. Czerwone dłonie powoli wracały do naturalnego, bladego koloru. Jednak cieszyła się, że po takim czasie nie powstała żadna blokada, tylko zaczęła ją zastanawiać pewna kwestia. Dlaczego podczas porwania, gdy prosiła smoka o pomoc, nie potrafiła wydobyć z siebie żadnej nawet iskry?
Przełknęła ślinę, by zwilżyć gardło.
– Panie Roshan… – zaczęła cicho. – Czy jest coś, od czego zależy kiedy mogę używać mocy, a kiedy nie? To znaczy… wtedy, gdy widziałam, jak morderca zabija dziewczynę próbowałam wydobyć cokolwiek z siebie, ale nic nie czułam…
– To nie takie proste – odparł, zasiadając po turecku naprzeciwko niej. – Tamtego wieczoru byłaś przerażona. To źle wpływa na koncentrację. Jest trudniej odnaleźć moc, nie mówiąc już o jej użyciu. Jesteś początkującą, nie umiesz jeszcze władać swoim żywiołem, a nawet moje kichnięcie cię dekoncentruje, przez co tracisz kontrole. Czasem, gdy człowiek czuje adrenalinę różnie się zachowuje. Jednych to motywuje do podjęcia walki, a innych paraliżuje i nie potrafią nic zrobić. Jak się nauczysz w normalnych warunkach panować nad ogniem, później będzie lepiej i nawet w stresie będziesz w stanie wykrzesać z siebie tyle, ile będzie trzeba.
– Rozumiem – mruknęła, patrząc na swoje ręce. – A czy… jest możliwość, aby mnie pan nauczył wszystkiego? – zerknęła na mężczyznę. I choć Alex był równie miły z ofertą pomocy, a nawet okazał odrobinę czułości, to Tamara jakoś po czasie nie była przekonana do jego dobrych chęci, dlatego wolała najpierw zbadać grunt, który znała.
– Po to tu jestem, złotko. Zrobię z ciebie prawdziwą wojowniczkę. Posiadaczkę z krwi i kości, ale od razu mówię, że nie będzie łatwo. Musisz ciężko pracować by być chociaż w połowie tak dobra, jak ja – uśmiechnął się ciepło, co ulżyło Tamarze i jakoś poczuła się pewniej.

Bardziej mogła zaufać Baridowi niż Alexowi. I to chyba była jej dobra decyzja, by nawet nie rozważać długo propozycji rudzielca.


Pewnie było trochę lamentu nad sensem życia Tami, ale... chyba w takiej sytuacji to jest zrozumiałe. Prawda? Mam też wrażenie, że historia Alexa była nieco drastyczna... I wiecie, co jeszcze? Chyba nawet jestem zadowolona z tego rozdziału. Cud normalnie. xD
Jakby coś było źle, to krzyczeć.

1. Jakieś przemyślenia, co do zachowania Tami na stołówce?
2. Co myślicie o historii Alexa i jego zachowaniu oraz propozycji?
3. Możecie dodać coś od siebie. :3

Zapraszam również na mojego facebooka. KLIK :)