sobota, 13 maja 2017

3. Szczur - one shot

One shot nie jest w żaden sposób powiązany z przyszłymi rozdziałami Lotosu. To oderwany od fabuły fragment, który nie ma żadnego wpływu na BL. 

Oblizała swoje miękkie wargi, czując słodki smak krwi, po czym uśmiechnęła się. W jej oczach chłopak widział całkowity obłęd oraz istne szaleństwo. Miał wrażenie, jakby patrzył w oczy samego demona, który tylko czeka, aby zadać ostateczny cios, a potem świętować nad jego ciałem w pełni radości. Cofnął się, dopóki nie dotknął plecami chłodnej ściany, co spotęgowały dreszcze na jego ciele. Już wystarczająco mocno nogi trzęsły mu się ze strachu, serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Myślał, że lada moment dostanie prędzej zawału niż wytrzyma dłużej, stojąc oko w oko dziewczyną, która rozsiewała w powietrzu swoją aurę śmierci, tak bardzo przerażającą, że z trudem mógł łapać kolejny oddech. Powietrze stawało się gęstsze i wręcz upalne, a byli w opuszczonym budynku starego szpitala psychiatrycznego. Sama świadomość, gdzie się znajdywał go przerażała, ale z tym, co się wydarzyło, gdy tylko wszedł do środka to było nic. Nie myślał, że sam przeżyje taki koszmar, a wszystko przez niepozornie wyglądającą dziewczynę. Jej blond włosy były lekko w nieładzie, drobne ciało, które skrywało w sobie niespodziewanie nadludzkiej siły i te oczy. Tak bardzo hipnotyzujące a zarazem paraliżujące.
– I co? Teraz się boisz? – wyszeptała, a głos przeszył go na wskroś, aż zadrżał. Uśmiechnęła się szerzej, widząc panikę chłopaka. Tak bardzo jej się to podobało, że pragnęła dłużej się nim pobawić. Jakby rany kłute w wielu miejscach jego ciała nie wystarczały, jakby smak krwi nie wystarczał. Chciała więcej. Znacznie więcej. – No co ty… Gdzie się podziała twoja odwaga? Twoje cięte riposty? Twoja arogancja i chamstwo? Gdzie? – Przechyliła lekko głowę na bok, robiąc krok do przodu, że ledwie parę centymetrów dzieliło od siebie ich nosy. Wzajemnie czuli swoje oddechy. Jego znacznie przyśpieszony, nierytmiczny. Jej spokojny.
Drżała mu dolna warga. Otworzył lekko usta, chcąc coś powiedzieć, ale ogromna gula w gardle mu uniemożliwiła.
– Nie doszłoby do tego, gdybyś był grzecznym chłopcem. Ostrzegałam cię, ale mimo to nie posłuchałeś – rzekła, po czym zbliżyła się, aby wyszeptać mu do ucha ostatnie słowa: - Tak kończą ludzie, którzy zaszli mi za skórę. I wcale mi nie przykro.
Podniosłą rękę, w której trzymała miecz, po czym z okrzykami radości zaczęła rozcinać chłopakowi skórę. Z ran zaczęła lać się krew, a jej zapach wzmacniał dobry nastrój dziewczyny. W swoim amoku nie słyszała jego krzyków bólu oraz wołań o litość. Nawet nie chciała ich słuchać. Nic by nie dały, tylko ją wręcz podnieciły. W końcu po dwunastu zadanych cięciach, zakończyła żywot swojej ofiary, wbijając ostrze prosto w gardło chłopaka, obracając miecz, aby narobić więcej krzywdy.
Wpatrywała się w swoje dzieło, zadowolona ze swojej pracy. Nic tak jej nie cieszyło, jak pozbycie się takich okropnych szczurów ze świata, który musiała dzielić z ludźmi. Najgorsi byli ci, co nie przystosowywali się do społeczeństwa i byli jedynie zakałami. Nic nie znaczącymi śmieciami, co tylko potrafili krzywdzić i psuć wszystko. Takimi gardziła najbardziej.
Odetchnęła z ulgą, wyciągając miecz w ciała chłopaka. Powoli skierowała się do wyjścia z tego obskurnego budynku, który mimo wszystko, przyprawiał ją o ciarki na plecach i budził niepokój. Ciężko jej było wyobrazić sobie ludzi uwięzionych w tym niegdyś szpitalu. Poniekąd widziała, jak musieli się czuć, co przechodzili będąc zamkniętym w białych pokojach. Jakie koszmary nachodziły ich każdej nocy. Nie chciała tu przychodzić. Za nic w świecie. Takie miejsca najbardziej ją paraliżowały i odpychały swoją historią, ale pragnienie pozbycia się pewnego „szczura” była znacznie silniejsze.
Wyszła na zewnątrz, czując chłodny powiew wiatru. Akurat chmura przysłoniła pięknie świecący księżyc, który tak bardzo jej się podobał. Poczuła świeże powietrze zmieszane z zapachem krwi oraz jej własnym potem. I chociaż lubiła takie momenty, to teraz zdecydowanie pragnęła zanurzyć się w ciepłej wodzie i po prostu odpoczywać. Noc była znacznie chłodniejsza niż wczoraj.
– Lepiej? – usłyszała czyjś aksamitny głos. Wzrokiem poszukała właściciela, chociaż nie musiała nawet go widzieć, aby znać osobę, która już kolejny raz obserwowała jej poczynania. Alex zmaterializował się kilka metrów od niej, a ciemne obłoki dymu powoli tańczyły wokół niego. Aura tajemniczości oraz drapieżności zawisła w powietrzu. Tamara nie wiedziała czy to ją drażni czy podsyca ego. Za każdym razem czekała na pochwałę, chociaż teoretycznie nie chciała jej od tego rudzielca, ale podświadomość cieszyła się na każde dobre słowo. – Jeszcze trochę i mi może zaimponujesz. Na razie pracuj dalej – uśmiechnął się delikatnie, po czym zniknął w kłębach czarnego dymu.

Tym oto one shotem chciałam was poinformować, iż wróciłam! Rozpakowałam w końcu swój komputer i mogę wrócić do pracy nad opkiem i do blogosfery! Yaaay! 6 tygodni bez kompa to istna tragedia! T.T Zacieram ręce i biorę się do roboty! Ogarnę wszystko, co miałam zrobić i będzie pięknie, cudownie, wspaniale! ^^
Poszłam na żywioł i powstało coś takiego krótkiego. :) Nawet nie wiecie, jak mi brakowało pisania. T.T Mam nadzieję, że u was wszystko w porządku i pracujecie nad swoimi twórczościami, mając mnóstwo weny oraz zapału! A jeśli komuś tego brakuje, to mu tego życzę!
Pozdrawiam was serdecznie żabki i fighting dla nas  - pisarzy-amatorów! ;D

Edit: Nie mam pojęcia dlaczego, ale rozdziały są w dwóch różnych rozmiarach czcionek. Nie wiem, jak to naprawić, bo nic nie działa... ogólnie szablon też zaczyna mi świrować, jak cały blogspot. -.-


PS. Zapraszam do poprzedniego postu i zachęcam do udzielenia odpowiedzi na moje pytania. Będę za nie bardzo wdzięczna. :)


Zapraszam również na mojego facebooka. KLIK :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Żadnego spamu! Nigdzie!

Jeśli zignorujesz moją prośbę, nie zdziw się, gdy będę dla ciebie wredna.