sobota, 24 czerwca 2017

Rozdział 7.2 Zabawa

Sandra szybko zabrała kartki, na których młodzi złożyli podpisy, zostawiając im resztę dotyczącą wszelkich zasad jakich powinni od teraz przestrzegać. Tamara i Chris wymienili spojrzenia, a żadne z nich nie miało wątpliwości, co myśli druga osoba. Oboje byli podobnego, jak nie tego samego zdania, choć nie musieli mówić je na głos.
– Świetnie. Więc sprawy papierkowe mamy za sobą. Dobrze, że się rozumiemy. Jakieś pytania? – spojrzała na swoich już oficjalnych podopiecznych, ale chwilę ciszy przerwał telefon. Natychmiast odebrała. – Mów – rozkazała.
– Coraz bardziej myślę, że to wszystko to zły pomysł. Nie powinien się w to mieszać – westchnął Chris i przetarł lekko wewnętrzne kąciki oczu, jakby był tym wszystkim zmęczony.
– Uwierz mi, że takie wyjście jest najlepsze – odparł łagodnie Barid.
– Kiedy? – odezwała się Sandra znacznie głośnie, co wszystkich skłoniło do zerknięcia na nią. – Są jakieś ślady? Cholera – mruknęła z podenerwowania, wstając po czym zaczęła krążyć po pokoju. – To na pewno oni. Dobra. Niedługo tam będę.
Rozłączyła się i zatrzymała się, tkwiąc przez moment w zamyśleniu. Parę sekund potem powoli odwróciła się do Barida, a w jej oczach można było dostrzec iskrę poirytowania oraz chęć skrzywdzenia kogoś.
– Znowu zaczynają rozrabiać – powiedziała wolno. – Musimy jechać do Seattle. Zbieraj się – rzuciła krótko, biorąc z kanapy swoją torebkę.
Hindus jakby wiedząc o co chodzi, również wstał. Uśmiechnął się delikatnie do młodych Posiadaczy i uścisnął z nimi dłoń na pożegnanie.
– Nie zapomnij trenować. Będzie dobrze. Do zobaczenia w sobotę.
Tamara również podniosła się, aby odprowadzić gości do drzwi, a gdy Sandra już była za progiem w ostatniej chwili odwróciła się. Jej groźny błysk w oku zdziwił dziewczynę, a nawet nieco wystraszył.
– Ostatnia rzecz. Od teraz musisz się bardziej pilnować. Nie wdawaj się w bójki, nie wszczynaj ich, ucz się na miarę swoich możliwości. Po prostu nie odstawaj od reszty z negatywnej strony. Każdy kolejny kłopot związany z tobą dopóki jesteś w szkole, będzie jako oznaka twojego nie panowania nad sobą. Dla ludzi z rządu może to być pretekst do zamknięcia cię. Pamiętaj, że nie masz czystej przeszłości, a oni tylko będą czekać na jedno twoje złe potknięcie. Po prostu bądź grzeczna w szkole i dla jej uczniów – powiedziała cicho na tyle, aby tylko Tamara mogła ją usłyszeć. Nie było to nic miłego do usłyszenia. I nie chodziło o to, że Sandra czegoś jej zabrania, ale sam fakt, że będzie pod obserwacją. Ograniczają jej swobodę w byciu sobą.
Tylko lekko skinęła głową, już nic nie chcąc mówić. Zamknęła drzwi, gdy Sandra wsiadła do samochodu, w którym czekał na nią Barid. Wróciła do salonu, gdzie wciąż siedział Chris i przeglądał dokumenty. Wydawał się być taki spokojny, ale znała go na tyle, że mogła domyślić się iż tak naprawdę w środku był wręcz oburzony i zdenerwowany. Usiadła obok niego, jednak zostawiając pewien dystans i sama wzięła papiery do ręki. Czytała powoli i uważnie każde słowo, jakby w obawie, że wcześniej coś pominęła.
Gdy tak zastanowiła się dłużej, zaczynała dostrzegać jedną pozytywną rzecz. Jak to powiedział Barid, to pakt pokojowy, a więc rząd odczuwa strach przed nimi. Obawia się nadprzyrodzonych mocy i tego, że Posiadacz może użyć ich przeciwko nie tylko zwykłym obywatelom, ale głównie boją się o ludzi, którzy rządzą krajem bądź sprawują władzę nad wymiarem sprawiedliwości. Może przez ich głowy przeszła myśl o jakiejś wojnie, destrukcji, buntu wobec prawa? Zapewne nie było nic przyjemnego w tym, że kolejne osoby mają Tamarę za wariatkę bądź dziwaczkę coś, co jest całkowicie odmienne, jakby nieludzkie. Z drugiej jednak strony podświadomość mówiła jej, że jeśli dobrze rozegra partię kart, po cichu będzie wzmacniać swoje umiejętności to może w końcu za pomocą strachu, ale będą ją szanować. Ta wizja była znacznie pozytywniejsza, dzięki czemu jeszcze mogła przymrużyć oko na zasady, jakich musiała przestrzegać.
– Powinienem się chyba z tego wycofać – odezwał się w końcu Chris, co wyciągnęło Tamarę z jej rozmyślań. Spojrzała na niego, przez chwilę nie wiedząc, o czym mówi, ale zaraz oprzytomniała. – Nie potrzebne są mi kłopoty. Wszelka współpraca z rządem to jak walka z ogniem. Już jesteśmy na straconej pozycji.
– Niekoniecznie – odparła i wyszukała w dokumentach odpowiedni fragment umowy. – Napisali, że część rzeczy w naszej edukacji będą mogli finansować. To również korzyść dla nas.
– Naprawdę w to wierzysz? – zapytał, unosząc lekko jedną brew. – Tami, pomyśl. To tylko przynęta, a jak nadziejemy się na haczyk będzie już po nas. To już nie jest zabawa – westchnął cicho, przymykając na chwilę oczy.
– Wiem o tym – oburzyła się nieco, jednak siląc się na uprzejmy ton. – Nie jestem głupia, ale nie patrz na same ciemne strony. Przecież dalej możemy robić, co robiliśmy do tej pory…
– Jednak mamy uważać na to, co robimy. Jak wpadniemy w kłopoty możemy nie mieć do czynienia już tylko w policją. Tu jest różnica.
– Słyszałeś, że jeśli byśmy nie podpisali, to by nas zamknęli…
– Tami, proszę cię. Nie ufam Sandrze, nie wiem, czy to prawda…
– To po co podpisywałeś? Skoro jej nie ufasz, nie wiesz czy mówiła prawdę to po co się na to wszystko zgodziłeś?
Patrzył na nią i choć wyglądał z pozoru na spokojnego to w jego oczach tliła się iskra zniecierpliwienia zmieszana z rezygnacją.
– Zachęciła cię możliwość pomocy o wymarzonych studiach i pracy w szpitalu, tak? Chcesz wyleczyć Christie i tym cię skusili – stwierdziła, przyglądając się uważnie przyjacielowi, który odwrócił wzrok. Jakby bał się, że Tamara dostrzeże w nich prawdę, ale oboje już ją znali. Nie potrzeba było do tego słów. – Mówisz, że popełniliśmy błąd, ale sam w to wszedłeś. Zgodziłeś się, bo cię złapali.
– Nie złapali. Poza tym… miałem wyjście? I tak by mnie zmusili do podpisania umowy – powiedział, zerkając na dziewczynę. – Tak czy siak, jesteśmy w patowej sytuacji. Jak coś się spieprzy to będziemy siedzieć w tym razem – uśmiechnął się, najwyraźniej chcąc rozdmuchać nieco napiętą atmosferę.
– Chociaż to – mruknęła, wzdychając cicho. Fakt, że w jednym bagnie siedziała z najlepszym przyjacielem łagodził strach o ich przyszłość. Wiedziała, że w razie kłopotów będzie mogła liczyć na rozwagę i inteligencję Chrisa. Chociaż jeszcze nie tak dawno mówiła sobie, by polegać tylko na sobie. – Jak upadnę to pociągnę cię za sobą na dno – dodała, wiedząc, że przyjaciel wyczuje jej żartobliwy ton.
– Pomogę ci wstać, gdy tylko przestanę się śmiać – zaśmiał się cicho i przeciągnął leniwie. Zerknął na swój zegarek. – Powinienem już iść. Trzeba się jeszcze trochę pouczyć.
Tamara skrzywiła się na sam dźwięk i myśl o szkole oraz nauce. Nienawidziła tego z całego serca.
– Ty też powinnaś. Ostatni sprawdzian z trygonometrii nie poszedł ci najlepiej – powiedział, powoli pakując swoją umowę do plecaka. Dziewczyna spojrzała na niego, będąc zaskoczona, że wie o jej gorszej ocenie, bo nic nawet o tym nie wspominała mu. Najwyraźniej miała wyjątkowo pytający wzrok, bo chłopak uśmiechnął się. – Vanes i Dave wbrew pozorom rozmawiają ze sobą, a paplanie mają w genach.
Prychnęła cicho nieco zła na przyjaciółkę, że przez swoje gadulstwo Chris dowiedział się ocenie. Nigdy nie lubiła przyznawać się do swoich gorszych stopni swojemu przyjacielowi. Czuła się wtedy okropnie i miała wrażenie, że w jego oczach stawała się kimś znacznie głupszym oraz gorszym. Kimś znacznie mniej wartym, aby się zadawać. Chociaż często jakiś cichy głosik w jej głowie mówił, że gdyby Chris nie chciał, to by się nie zadawałby z nią. Szybko jednak ten argument znikał, gdy nachodziły do niej inne, nieraz irracjonalne negatywne powody nie przyjaźnienia się z nią.
– Spadam. Poucz się – delikatnie palcem postukał w głowę Tamary. Spojrzała na niego z wyrzutem w oczach, po czym wstała by odprowadzić go do wyjścia. Gdy tylko wyszedł za drzwi, odwrócił się i z powagą powiedział: – Serio, poucz się.
– Nie – odparła z morderczym wzrokiem. Nawet on nie mógł zachęcić ją do nauki.
Chris tylko uśmiechnął się i odwrócił, a gdy schodził po schodach pomachał do niej, chociaż nawet nie zerknął przez ramie. Zamknęła drzwi i ze świstem wypuściła powietrze. Poczuła jakiś dziwny ciężar spoczywający na jej barkach. Każdy kolejny dzień przynosił coś nowego, a poprzeczki jakby mimowolnie stawały się coraz wyższe. Bała się, że dojdzie do takiej sytuacji, w której wszystko ją całkowicie przewyższy i nie będzie miała siły, aby walczyć.
Niechętnie udała się do swojego pokoju. Chciała zabrać się za tą nieszczęsną trygonometrię, aby nie wypaść następnym razem tak okropnie i by Chris nie musiał się wstydzić za taką przyjaciółkę. Jednak wszystko zaczynało ją rozpraszać już po pięciu minutach. A to SMS od Vanes z pytaniem który makijaż powinna zrobić na najbliższy mecz w szkole, to zmieniająca się pogoda na deszczową, a bębniące w szyby krople nie dawały jej spokoju. Chociaż dla niej nawet drzwi były znacznie ciekawsze od matematyki. Za każdym razem, gdy się przyłapała na rozkojarzeniu, powracała do zeszytu i rozwiązywania zadań, ale po chwili znów rozglądała się. Koncentracja na czymś takim, jak nauka czegoś, czego nie lubiła była wręcz niemożliwa.
W pewnym momencie usłyszała, jak wróciła Elizabeth z Nickiem. Od razu w mgnieniu oka wstała z łóżka, byle tylko oddalić się od tej przeklętej trygonometrii. Zeszła na dół, witając się z domownikami i chętnie nawet przystanęła na pomoc w zrobieniu kolacji.

Patrzyła na literę D wystawioną przez nauczyciela i chociaż nie powinna być zadowolona, to jednak cieszyła się, że przynajmniej nie dostała F. Co innego Dave, który zaczął sprzeczać się, że w jednym zadaniu nie dostał punktu, ale na nic zdały się jego argumenty. Po dzwonku dopadł Tamarę idącą w stronę stołówki, jak w zasadzie większość uczniów.
– Jeszcze jedno E z chemii, a mnie trener zawiesi – zagadnął, idąc obok dziewczyny.
Mało interesowały ją oceny Dave’a, który dla niej wciąż był skończonym i upierdliwym dupkiem. W pewnej chwili poczuła wibrację w kieszeni żakietu. Wyciągnęła telefon i zaskoczona wiadomością od Sandry, natychmiast ją przeczytała.

„Bądźcie czujni. Odrodzenie zaczyna szaleć”

Zaniepokoiła ją ta informacja. Przez chwilę zaczęła podejrzeć, że telefon ze środy do Sandry był początkiem problemów, po tym jak w telewizji ujawniono śmierć dziesięciu polityków z kilku krajów. I choć nie było żadnych śladów kto mógł to zrobić, Tamarze dało do myślenia, kim mogli być mordercy. Tym bardziej po tym, jak Sandra jeszcze wpadła wczoraj wieczorem i przypadkiem chlapnęła, że Barid gdzieś wyjeżdża. Jakby to było wielką tajemnicą. Dziewczyna sama mogła sobie dodać dwa do dwóch i wyszła jej odpowiedź. Może i była nastolatką, ale nie straciła umiejętności myślenia oraz łączenia faktów.
W odstaniu długiej kolejki do bufetu, udała się w końcu z doczepą w postaci Dave’a, do stolika, przy której już siedział Paul i Chris. Zawzięcie dyskutowali na jakiś temat. Nawet nie zorientowali się, gdy dwójka ich przyjaciół się dosiadła. Dopiero, kiedy Dave się odezwał zdali sobie sprawę z ich obecności.
– Panowie, jest imprezka jutro. I panie – dodał szybko, zwracając się do Tamary. – Ty koniecznie musisz być – spojrzał na Chrisa – bo dawno nigdzie nie wychodziłeś. Mózg ci się zlasuje od tej ciągłej nauki. Nawet nie chce słyszeć odmowy! Jeszcze trochę i ludzie pomyślą, że jesteś nudną ciotą, która nie umie się bawić i nie ma życia towarzyskiego.
– Miałem inne plany na jutro – powiedział Chris, zajadając powoli swój posiłek. – Ale może czas na mały wypad.
– No, i to rozumiem!
Tamara spojrzała na swojego przyjaciela, jakby z wyrzutem pomieszanym z zaskoczeniem. Wiedziała, że to chłopak i od czasu do czasu potrafił się zabawić z Davem, ale myślała, że odkąd są Posiadaczami i mają treningi to będą one ważniejsze od imprez.
– Miałeś jutro robić, co innego – zauważyła, przyglądając się chłopakowi. Spojrzał na nią i lekko wzruszył ramionami.
– Wiem, ale od dawna się nie bawiłem. Nikt nie powiedział, że muszę być w każdą sobotę – rzekł spokojnie, co znacznie ucieszyło Dave’a. W końcu mógł odzyskać swojego dobrego kumpla do wspólnych szaleństw.
– Nie dostałeś smsa od Sandry?
– Dostałem, ale nie znaczy, że mam dać się zwariować. Tami, spokojnie. Nie stracę głowy – odparł, chociaż to wcale nie podobało się dziewczynie. Jednak cóż mogła zrobić. Nie zabroni przecież wychodzenia Chrisowi, gdzie chce i robić tego, co on chce.
– Hej, chwilka. Przecież też możesz iść z nami – wtrącił Dave. – Nie musisz pić alkoholu, ale pobawić się możesz. Nikt nie zabrania. Alibi się znajdzie, jak się boisz, że twoja matka da ci szlaban.
– Nie, dziękuję – odpowiedziała szybko. Na samą myśl o dużej ilości pijanych nastolatków sięgających po kolejną dawkę alkoholu a może nawet jakichś narkotyków, poczuła wszelki dyskomfort. W życiu nie była na żadnej większej imprezie w dużym gronie. Nie przepadała za takimi zbiorowiskami, na którym głównie liczył się alkohol. Swoją drogą fakt, że było to coś zakazanego dla tak młodych osób jeszcze bardziej odpychało ją. Nie lubiła robić czy nawet być przy rzeczach zakazanych prawem ani tym bardziej wpaść w kłopoty przez alkohol czy narkotyki. Nie bardzo rozumiała też osób, czerpiących z tego radość, ale za bardzo ich nie dyskryminowała. Robili, co chcieli. A skoro chcieli niszczyć samych siebie i nie umieli bawić się w inny sposób, znaczyło, że to nie było towarzystwo dla niej.
– Czemu? Może w końcu byś wyluzowała i nie była taka spięta?
– To nie moje klimaty – ucięła stanowczo, zaczynając jeść. Z ogromnym utęsknieniem czekała na lunch, by móc w końcu zapełnić swój pusty żołądek.
– Tracisz tylko swoją młodość i wszystko, co fajne minie ci przed nosem. Potem będziesz żałować – skwitował Dave.
– Wątpię.
– W co wątpisz? – zagadnęła Vanessa, która wreszcie dosiadła się do stolika z dość małą ilością jedzenia. Nie czekała jednak na odpowiedź, bo od razu jakoś dziwnie próbowała zwrócić na siebie uwagę, ciągle poprawiając swoje włosy. – No i jak?
Spojrzeli na nią, ale nikt nie wiedział, o co chodzi. Po paru dłuższych chwilach milczenia, westchnęła ciężko.
– Byłam wczoraj u fryzjerki i zafarbowała mi włosy. Mam teraz niebieskie refleksy! – wytłumaczyła niecierpliwie, wciąż bawiąc się falowanymi kosmykami. – Nie wiem, jakiego szamponu użyła, ale takie fajne mam teraz te włosy, że się zaraz w nich zakocham. Jeszcze mi podcięła i nie mam już przynajmniej tych okropnych rozdwojonych końcówek.
– Tak, to są bardzo istotne informacje. Dziękujemy za podzielenie się tym z nami. Z całą pewnością taka wiedza jest istotna. Amen. Czy ktoś chciałby również opowiedzieć swoją historię życia? – zapytał Dave, patrząc po kolei na przyjaciół. Vanessa prychnęła na brata.
– Wam facetom to łatwo mówić. Wstajecie, nawet rozczochrani możecie wyjść z domu a i tak wyglądacie dobrze, a od kobiet wymagacie, by wyglądały jak Afrodyty! A jak jakaś dziewczyna wygląda gorzej to od razu krytykujecie, że jak ona wygląda. A nawet nie wiecie ile musimy przechodzić, by być ładne.
– Jakoś nie bardzo interesuje mnie, co robią kobitki. Ważne, by były ładne, gdy jestem z nimi. W zasadzie wybieram tylko ładne. A czy są naturalnie piękne czy nie, to już nie moja sprawa i nawet nie chciałbym tego wiedzieć – wzruszył lekko ramionami.
– Dobra, więc wyrywasz laskę, która wieczorem jest ładna. Wszystko fajnie, a rano się budzisz z potworem i w ogóle jej nie rozpoznajesz, bo bez makijażu jest okropnie brzydka. To cię też nie obchodzi?
– Ulatniam się zaraz, gdy skończę. W czym problem? – spojrzał na swoją siostrę. – Nie obchodzi mnie, jak wyglądają o poranku. To tylko zabawa. Na co mi stała dziewczyna? By mi marudziła non stop, że nie kupiła drugiej bluzki albo truła o kosmetykach? Po to, by nie dawała mi żyć ani wychodzić na imprezy? Gdzie się nie ruszysz to musisz ją zabierać, a jak nie to zaraz się focha. A nie ma nic bardziej wnerwiającego niż babski foch o byle gówno. Wolność jest piękna! Korzystasz z życia, jak tylko możesz i bawisz się, jak chcesz! Na co komu druga osoba?
– Jesteś żałosny – stwierdziła Vanessa. – Zacznę się ciebie wypierać.
– Nie przeszkadza mi to – odparł, jakby nawet to go nie ruszyło.
– Z takim podejściem żadna dziewczyna nie będzie cię chciała.
– Nie słuchałaś tego, co mówiłem? – zapytał, unosząc jedną brew.
– Wpadło jednym uchem, wypadło drugim – uśmiechnęła się sztucznie na chwilę, wracając do posiłku. Spojrzała tylko na Chrisa, wskazując widelcem na swojego brata. – Jakim cudem ty się trzymasz z nim? Jesteś bardziej porządny…
– Czasami sam zadaje sobie to pytanie – uśmiechnął się delikatnie Chris. – Ale faceci mają inaczej niż dziewczyny. Działamy na innych… zasadach.
– Ale nie jesteś aż tak pusty.
Tamara w tym momencie przestała słuchać rozmowy. Całkowicie odpłynęła do własnych myśli. Bardziej interesowały ją sprawy Odrodzenia i tego, co właściwie robią, że aż sama Sandra poinformowała ich. Czyżby kogoś zabijali? A może chcą znowu złożyć jej i Chrisowi wizytę? Zaczynała czuć niepokój, bo niebezpieczeństwo było ukryte gdzieś za rogiem i tylko czekało, aby wyjść i narobić zamieszania. Bała się tego, bo wiedziała, że nie da rady jeśli miałaby stanąć do walki. Nie miałaby tyle siły, aby przeciwstawić się samemu Alexowi, a co dopiero jakiejś większej grupie od Stowarzyszenia. W dodatku dochodzi nowe zakazy od rządu, gdzie jasno było napisane w umowie, co może a czego nie. Bała się, że jeśli ktoś zaatakuje ją i choćby niechcący użyje swojej mocy, to jakie będą konsekwencje? Kto i w jaki sposób się dowie, że złamała zakaz? Czy od razu ją zamkną?
Z całą pewnością osoby pokroju Alexa były znacznie gorsze niż sami mordercy, chociaż jakoś teraz inaczej patrzyła na tego rudzielca. Zastanawiała się, czy ona aby naprawdę był aż taki zły, jak go wcześniej odebrała. Przebudził jej moc, dzięki czemu mogła stać się Posiadaczką, ale znowu to jak ją potraktował, gdy chciał nefryt było bardzo okrutne. Jednak z znowu w kościele ukazał swoje inne oblicze. Które było prawdziwe? W jakie karty grał ten mężczyzna? Co chodziło mu po głowie? Sandra i Barid ostrzegali ją przed Alexem i może to ich powinna bardziej słuchać niż wierzyć we własną opinię, która na chwilę obecną nie była jednoznaczna. Miała zamiar na razie powstrzymać się od wyrobienia swojego zdania i trzymać się tego, co powiedziały jej osoby, które bliżej a raczej dłużej znały Alexa.
Po szkole Tamara długo namawiała Chrisa, aby oboje nie tracili dnia i pojechali razem do Seattle, by móc potrenować. Chociaż chłopak chciał zrobić sobie wolne skoro ani Barid ani Sandra nie pilnowali ich, ale ostatecznie uległ. Oboje szli w stronę stacji kolejowej, która mieściła się prawie na obrzeżu miasta w dodatku w dość nieciekawej części. Mijali właśnie kolejne niewielkie bloki, które przyprawiały Tamarę o małe dreszcze zwłaszcza, że słońce już dawno schowało się za horyzontem, a ciemne chmury zakryły niebo. Wtem usłyszała jakiś cichy płacz dziecka. Z początku miała wrażenie, że jej się to wydaje albo się przesłyszała, jednak kiedy się zatrzymała i wsłuchała, odgłos był wyraźniejszy.
– Słyszysz? – zapytała, rozglądając się, by odnaleźć źródło cichego szlochania. Chris spojrzał na Tamarę, a po chwili sam przysłuchiwał się, aby usłyszeć to, co dziewczyna. Po chwili przeszedł kilka kroków by zajrzeć do alejki między budynkami, gdzie przy jednym z nich stały kontenery na śmieci, za to drugi blok miał schody przeciwpożarowe. Ruszył powoli mimo sprzeciwu Tamary. – Chris, nie idź za daleko – szepnęła w obawie, że coś może mu się stać, choć nie miała ku temu powodu. Po prostu się bała o niego, jak i o samą siebie. W końcu poszła w ślady przyjaciela, nie chcąc stać sama na ulicy, bo może znowu ktoś podjedzie i ją porwie. Im dalej zagłębiała się między bloki, tym wyraźniej słyszała płacz. Chris w końcu przystanął i patrzył na coś przy kontenerze.
– Hej – odezwał się – nic ci nie jest? – spytał łagodnie, nieco pochylając się. Tamara podeszła do niego i dopiero wtedy ujrzała chłopca, skulonego i trzęsącego się, jak galareta. – Pomożemy ci, tylko powiedz, co się stało.
Mały załkał głośniej i pociągnął nosem, podnosząc nieco głowę. Przez chwilę jakby się opanował, a zaraz szybko wstał i rzucił się na Tamarę mocno się do niej tuląc.
– Siostrzyczko – wyjąkał, szlochając – pomóż mi! Mama… i tata… ten pan ich zabrał!
Tamara była tak samo zaskoczona, jak i Chris, chociaż to ona czuła się bardziej niekomfortowo i niezręcznie, gdy chłopiec mocno obejmował ją w pasie. Czuła, jak się trzęsie, jak bardzo był wystraszony, przerażony i bezbronny, chociaż teraz wydawało jej się, że Andy mógł poczuć choć trochę bezpieczeństwa. Podniosła nieco ręce, nie wiedząc co zrobić w takiej sytuacji. Czy powinna odwzajemnić uścisk? Dać mu zapewnienie, że wszystko będzie dobrze i mu pomoże? Chociaż najchętniej by go delikatnie odsunęła od siebie, bo nie lubiła takich czułości z obcymi ludźmi, a tym bardziej z dziećmi. Spojrzała na Chrisa w poszukiwaniu pomocy, ale ten sam na razie chyba nie wiedział, co robić.
– Znasz go? – zapytał cicho.
– Mama… i tata… – załkał Andy.
– Uhm. Był w ośrodku – odparła szeptem, patrząc na czuprynę włosów małego. W pewnym momencie coś przyszło jej do głowy, co znacznie ją zaniepokoiło. – Jak się tu znalazłeś? Jesteś z kimś?
Ta sytuacja zdecydowanie ją zaniepokoiła. Przecież sam by nie mógł uciec z ośrodka ani tym bardziej dotrzeć do Norville z tak daleka. Kogo powinna powiadomić? A może sama odwieźć go do ośrodka? Zaoferować nocleg u Elizabeth? Nie miała czasu na dłuższe myślenie, bo Andy spojrzał na nią, a wtedy dostrzegła jego spuchnięte oko i ogromne sińce na twarzy.
– Co ci się stało? Kto cię skrzywdził? – spytała z przerażeniem, że ktoś mógł tak skatował małego dzieciaka. To nie mógł być człowiek, tylko potwór bez serca. Tamara sama nie lubiła dzieci, ale to była już przekroczona granica.
– Zły pan… Nie chcę do niego wracać. Pomóż mi – błagał, a z jego oczy popłynęło kilka łez. Wyglądał okropnie i ten widok aż łamał Tamarze serce.
– Lepiej go zabierzmy może na komendę – wtrącił Chris.
Nagle coś upadło na schody przeciwpożarowe dość blisko nich, że aż wzdrygnęli się i spojrzeli za siebie, a serce zabiło im szybciej.
– Mam was – powiedział mężczyzna, szczerząc się, jak opętany. – To co, pobawimy się? – zachichotał, a Tamara po tym od razu przypomniała sobie tego szaleńca, który ją zaczepił dawno temu. Czuła ściśnięty żołądek i nagłą suchość w gardle. Miała tysiąc myśli na sekundę, ale najważniejsze pytanie nie dawało jej teraz spokoju: co robić? Czy to Sandra miała na myśli, że Odrodzenie szaleje? Nie sądziła, aby miała czas na powiadomienie ciotki i raczej z Chrisem byli już zdani tylko na siebie.
– Nie, dziękuję – wymsknęło jej się, a głos zadrżał ze strachu. Chciała uciekać, jak najdalej i ile sił w nogach.
Demens zeskoczył na ziemię, lekko zgarbiony wlepiał swój szaleńczy wzrok w dwójkę młodych Posiadaczy. Widać było jego obłęd i tą aurę niepohamowania oraz dzikości. Chris stanął tak, aby nieco zasłonić swoją przyjaciółkę z chłopcem, który w dodatku zaczął jeszcze bardziej drżeć ze strachu.
– Zły pan – mruknął, a Tamara już mogła domyślić się, kto wyrządził mu krzywdę. I choć zaczęła odczuwać złość to jednak wiedziała, że stoi i tak na przegranej pozycji. Nawet Chris nie był w stanie mierzyć się z Demensem. Andy mocniej objął ją, jakby chciał się schronić a nawet zniknąć.
– Mróweczki takie nieśmiałe? – zachichotał. – Czas zacząć zabawę – powiedział powoli, akcentując każde słowo.
Czas jakby się zatrzymał, a Tamara i Chris bali się tego, co ma zaraz nastąpić. Do czego posunie się ten nieokiełznany mężczyzna i czy w ogóle będą w stanie jakoś przed nim uciec. Sekundy mijały, a oni oboje obserwowali Demensa z niecierpliwością, ale i gotowością do obrony, nawet jeśli zdawali sobie sprawę, że i tak nie mają szans. Przecież nie mogli się poddać. Adrenalina pobudziła ich sparaliżowane ciało. Teraz liczyła się każda sekunda i dobre rozegranie, aby ujść z życiem.
– Andy, uciekaj – szepnęła do chłopca, ale kiedy tylko skończyła, Demens z niewiarygodną prędkością pojawił się tuż przed nią. W ułamku sekundy dostrzegła jego szare oczy, pełne szaleństwa, ale zaraz potem została odepchnięta na bok z taką siłą, że poczuła okropny ból głowy, gdy tylko uderzyła w mur budynku. Pojawiły jej się mroczki przed oczami i przez chwilę wszystko pociemniało. Chris ledwo zdążył się odwrócić, by zobaczyć, co się dzieje. Miał już złapać mężczyznę za ręce i powstrzymać go, ale ten zaraz zniknął. Andy również, jednakże po zaraz usłyszeli jego zduszony krzyk. Ani Tamara ani Chris nie wiedzieli, jak Demens mógł w zastraszającym tempie znaleźć się znów parę metrów od nich, trzymając chłopca na włosy, a drugą ręką zasłaniał mu usta.
– Raz, dwa, trzy, pobawmy się – powiedział z rozbawieniem.
Tamara podniosła się, masując sobie tył głowy, który wciąż niemiłosiernie bolał. Czuła, jakby zaraz miała jej czaszka pęknąć. Była przerażona, ale złość zaczęła się w niej wzbierać.
– Nie szukamy kłopotów. Zostaw dzieciaka i odejdź – odezwał się Chris, siłując na opanowany ton.
– Nie! – wrzasnął wściekle, ale zaraz jakby się opanował. – On jest mój – pogłaskał Andy’iego po włosach. Zaraz potem skierował dłoń w stronę Posiadaczy i szybko wytworzył złocistą poświatę cicho świszczącą. Chris szybko zareagował i stworzył barierę z wody, która oddzieliła go oraz Tamarę od Demensa. Jednak nim się całkowicie uformowała, szaleniec wypuścił energię, a kula uderzyła z impetem w taflę wody rozbryzgując na Posiadaczy, a po chwili przebiła się i powaliła obu na ziemię. Nie mieli czasu nawet się pozbierać, bo mężczyzna w mgnieniu oka pojawił się tuż przy nich. Chris cudem w ostatniej chwili złapał za pięść napastnika, gdy ten wymierzał prosto w jego twarz. Tamara w pośpiechu wstała i chciała rzucić się na Demensa, mając nadzieję, że go przewróci, ale nie była na tyle silna. Mężczyzna zaśmiał się cicho z jej próby i złapał za przedramię, by z łatwością zastosować dźwignię. Dziewczyna boleśnie upadła na plecy z jękiem, aż przez chwilę nie mogła złapać oddechu.
Chris wykorzystał okazję i wytworzył wodę na kształt kuli i poprowadził tak, aby w jej wnętrzu znalazła się głowa Demensa. Miał nadzieję, że dzięki temu uda mu się trochę podtopić napastnika, ale chłopak zaraz pożałował tego, co zrobił. Szaleniec bez problemu pozbył się wodnej pułapki za pomocą złocistej energii, jaką wytworzył z dłoni, po czym wyciągnął nóż. Ostrze było wygięte, przypominające bardziej pazur jakiegoś ogromnego zwierzęcia.
– Cholera – mruknął Chris, widząc, że nie ma szans i jest coraz gorzej.
Demens zamachnął się, ale niespodziewanie Tamara chwyciła go za rękę, w której trzymał broń. Trzymała go z całej siły. Nie chciała, aby ten zranił a nawet zabił jej przyjaciela. Próbowała wyrwać mu nóż, ale przeciwnik był znacznie potężniejszy. Wystarczyło jedno kopnięcie w brzuch dziewczyna, a ta już zwijała się na ziemi w bólu. Zakaszlała parę razy, czując, że zaraz zwróci zawartość żołądka. W tym czasie Chris podciął nogi Demensowi, który upadł na plecy i wypuścił z ręki nóż. Andy podbiegł i zabrał broń, co rozwścieczyło szaleńca. Szybko pociągnął dzieciaka za włosy, wyrwał mu ostrze i pchnął chłopca na ziemię. Pochylił się nad nim i kopnął go w tułów, a zaraz potem cisnął w jego ciało złocistą poświatą. Chłopiec nabrał powietrza w usta, a później stracił przytomność. Mężczyzna zaśmiał się cicho i na koniec, jakby tego mu było mało, podniósł Andy’iego za włosy i uderzył pięścią w twarz chłopca. Kilka wyrwanych włosów upadło na ziemię wraz z właścicielem. Stróżka krwi wypłynęła z rany przy już i tak spuchniętym sinym oku.
Nie mogła wytrzymać tego widoku. Nie mogła znieść takiego traktowania małego dziecka. To było dla niej zbyt okrutne i wystarczające, aby złość ją opętała. Była tak wściekła, że już nic dla niej się nie liczyło, nie myślała już o konsekwencjach ani zakazach. Chciała dopaść Demensa i zadać mu taki sam ból. Czuła się, jak w amoku, a żyły zaczęły ją palić. Tego było za wiele. Wpatrywała się w ciało chłopca i nie mogła uwierzyć, że ktoś mógł tak go skatować. Tylko jedno słowo zaczęło krążyć w jej myślach.
Zabij.
Demens odwrócił się do Chrisa, który zamachnął się i chciał uderzyć szaleńca, ale ten miał zbyt dobry refleks. Uchyli się przed atakiem, by następnie złocistą energią powalić młodzieńca i przyprzeć go do muru, by zaraz złapać Posiadacza za gardło. Zaczął go dusić.
W tym czasie Tamara podreptała do chłopca. Sprawdziła jego puls i odetchnęła z ulgą, chociaż ledwo wyczuwała jego bicie serca. Patrzyła na twarz Adny’iego. Całą posiniaczoną. Zacisnęła dłoń w pięść i spojrzała na mężczyznę z dozą odrazy i ogromnej nienawiści. A widząc, że ten chcę udusić jej przyjaciela podziałało, jak płachta na byka. Czuła wzrastającą adrenalinę i chęć do działania. Wstała pośpiesznie i niewiele myśląc, podbiegła do Demensa, wybiła się z lewej nogi i z całej siły, jaką w sobie miała, łokciem uderzyła go w tył głowy. Mężczyzna zaskoczony atakiem, wypuścił Chrisa, zataczając się parę kroków, ale zaraz oprzytomniał. Tamara jedna na tym nie poprzestała. Była nabuzowana nienawiścią i wściekłością. Chciała go rozszarpać i tylko to się teraz liczyło. Chciała kopnąć Demensa w krocze, ale ten złapał ją za nogę i jedynie pchnął, by dziewczyna upadła.
– Myślą, że mają szanse. Nie ze mną mróweczki – powiedział, po czym sięgnął po nóż i ruszył do Tamary.
Dziewczyna czuła palące żyły, ale to było przyjemne uczucie w porównaniu ze strachem, jaki ją owładną. Czuła, że teraz się uda. Wyciągnęła rękę w stronę twarzy Demensa i skupiła się, na wydobyciu z siebie mocy. Pochylił się nad nią i już miał wbić ostrze w jej dłoń, gdy fala ognia buchnęła mu prosto w twarz. Wrzasnął, cofając się o parę kroków zasłaniając poparzone miejsce.
Przez chwilę poczuła ulgę. Obroniła się dzięki swojej mocy! To było niesamowite! W końcu mogła użyć energii smoka! Jednak nie na długo mogła nacieszyć się tą chwilą i rozmyślać o tym. Szybko podniosła się, widząc, ze Demens znów przystępuje do ataku, tworząc w dłoni złocistą kulę. Znacznie wyraźniejszą od poprzednich. Zdecydowanie za szybko otrząsnął się, co było niewiarygodne, wręcz niemożliwe, aby po czymś takim normalny człowiek mógł normalnie wrócić do walki! Na jego poparzonej twarzy widać było szaleństwo i wściekłość. Ruszył w stronę Tamary, mając mord w oczach. Dziewczyna chciała znów użyć swojej mocy, ale tym razem w takim zagrożeniu już ciężko było się skupić. W dodatku użycie energii Hóng Lónga już dawało o sobie znać. Czuła jak część siły ją opuściła.
Demens był coraz bliżej.
Sekundy mijały.
Jego aura szaleństwa rosła z każdą chwilą. Wymierzył dłoń z poświatą w stronę Tamary.
Zamachnął się…
Nie widziała, co się stało. Ktoś przewrócił ją ciężarem swojego ciała. Znowu poczuła ogromny ból pleców. Usłyszała jęk tuż przy uchu. Nie miała czasu, aby rozeznać się w sytuacji. Już widziała Demensa stojącego nad nimi i gotowym do kolejnego ataku. Co miała zrobić? Nie miała już siły się bronić ani nie mogła wykrzesać z siebie żadnego większego ognia, który by dosięgnął napastnika.
– Wystarczy – rozległ się czyjś znużony głos. Był dobrze znany obojgu Posiadaczy, a zwłaszcza Tamarze. Spojrzała w bok i zobaczyła Alexa, spokojnie stojącego. W ramionach trzymał nieprzytomnego Andy’iego. Biła od niego drapieżność i władczość. Postawny jak zwykle, siejąc aurą tajemniczości i mroku. Patrzył na Demensa z wyższością i surowością.
– Nie. Chcę więcej zabawy – odpowiedział szaleniec, wpatrując się w Tamarę, dalej gotowy do ataku. Chris podniósł się na jednej ręce i zerknął na nowego przeciwnika. Na twarzy chłopaka widać było zmęczenie, a kropelki potu zlepiły jego kosmyki włosów na czole.
– Sprzeciwiasz się mi? – zapytał chłodno Alex. – Powiedziałem dość. Wracamy – rozkazał, nie chcąc nawet słyszeć żadnego słowa sprzeciwu.
Wydawało się, że Demens chciał coś powiedzieć, ale Tamara i Chris nie zdążyli tego już usłyszeć. Obaj członkowie Odrodzenia zniknęli w czarnych obłokach, jakie powstały znikąd i zabrały ich nie wiadomo gdzie. 


Mam dwie informacje. Pierwsza jest taka, że z tą częścią rozdziału stuknęło już ponad 100 stron!! Yaay! A druga to taka, że nawet nie jestem w połowie opowiadania. xD Zastanawiam się tylko, ile ja to stron napisze skoro przy 7 rozdziale jest aż tyle. Wcale mnie to nie zniechęca czy mówi, abym skróciła opka. Dalej trzymam się i będę trzymać wyznaczonego planu, jaki dawno temu stworzyłam.
No i pierwszy raz pisałam taką bardziej prawdziwą scenę walki. Zapewne nie wyszła mi jakoś super ani nawet dobrze, ale pierwsze koty za płoty. Tym bardziej, że ani Tami ani Chris nie są jeszcze wprawieni w walki, ani ja nie wprawiona w takie opisy.

1. Aż boję się zapytać, jak mi wyszła scena walki, bo zapewne *cenzura*... O.O
2. Jak tam walka Posiadaczy z Demensem? Tami w końcu użyła swojej mocy. Udało się. Yay!
3. Co myślicie o wkroczeniu Alexa? Dlaczego to zrobił? Czy odczuwacie coś, gdy się pojawia? Jeśli tak, to co? Chciałabym wiedzieć, czy dobrze go ukazuje, więc podzielcie się swoją opinią. :)
4. Możecie dodać coś od siebie. 

Zapraszam również na mojego fanpage'a, aby być na bieżąco KLIK :)

5 komentarzy:

  1. Dobra, przeczytałam i jestem

    Nie lubię, mimo wszystko, takich akcji, gdzie wszystko niby jest realne i możliwe ale robi z niektórych bohaterów takich idiotów za przeproszeniem, że załamuję ręce. Nie zrozum mnie źle, nie wiem, może taki był twój plan, ale... kurde. Dwójka posiadaczy ewidentnie ma wrogów, którzy chcą ich skrzywdzić. Ją porwali, czasami ich śledzą, grozi im poważne niebezpieczeństwo. A przy tym wszystkim są gówniarzami, którzy o swojej mocy nie wiedzą prawie nic. A przeciwnicy są mega silni i wiadomo że są silni. I teraz przy tym wszystkim ludzie sprawujący nad nimi opiekę każą im łazić na lekcje po zmroku w szemranych uliczkach bez żadnej ochrony? No jak to wygląda, co najmniej niepoważnie. Ta ich organizacja pożal się Boże powinna dostać koronę dla turbogłupka. No, aż się oburzyłam :D
    Ja wiem, że tu miała wyjść akcja i ona miała przejawić emocje, ale ten aspekt mnie tak ugryzł, że chyba mi ślad zostanie :D

    Co do samego objawienia, to niby to było takie przewidywalne, ale bardzo rozsądne i logiczne. Bardzo na plus to, że ona nie pokonała przeciwników tylko po prostu objawiła moc. No i wejście Aleksa zawsze spoko :D


    Chyba tyle ode mnie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w zasadzie nikt im nie kazał akurat w ten dzień iść trenować, bo zazwyczaj to Sandra po nich przyjeżdżała i zawoziła do Seattle. Ona jak i Barid byli zajęci, więc może myśleli, że Tami i Chris zrezygnują, nie będą tacy uparci, aby sami trenować w domu Posiadaczy. Tym bardziej, że to Sandra ich ostrzegła o szaleństwie Odrodzenia i by byli ostrożni. Tami była taka uparta, aby jechać i trenować, bo u siebie nie może. W końcu obiecała Elizabeth nie używać swoich mocy. Chris też się opierał, no ale w końcu się zgodził. Tylko tu strzeliłam sobie w stopę, bo Chris ma samochód. XD Którym w zasadzie nie jeździ (tylko raz w opku go użył, gdy spóźnił się do szkoły).
      A co do ochrony Posiadaczy... kto ma ich ochraniać przed Odrodzeniem? Nikt nie jest w stanie, chyba że ktoś kto jest na tyle silny, co samo Stowarzyszenie, ewentualnie słaby Barid, ale on też ma swoje sprawy. Nie może być przykuty do nowicjuszy. Ma swoje obowiązki. A zwykli ludzie z bronią na nic się nie zdadzą. Odrodzeniu nie straszna broń palna czy broń biała takich szarych ludków. Oni użyją mocy i w dupu, po człowieczku. xD Sprawa jest też nieco skomplikowana z rządem, że sam rząd nie bardzo jest przychylny do Posiadaczy. Umowa pokojowa to pic na wodę. Niby wszystko fajnie, pięknie napisane, dofinansowania i wszelka pomoc, ale tak naprawdę chcą od Posiadaczy albo całkowitego posłuszeństwa wobec państwa (którego w sumie nie mogą być pewni) albo zniknięcia Posiadaczy, bo w końcu osoby z nadprzyrodzonymi mocami mogą być groźne. Nie sądzę, aby rząd był też chętny na pilnowanie i bronienie pary nastolatków. Poza tym, co ich obchodzi, że grozi im śmierć? Jeśli o tym w ogóle wiedzą. Mogą wdrążać się bądź zupełnie nie przejmować się konfliktem między ludźmi z mocami, jeśli to ich nie dotyczy. Pilnują własnych spraw.
      Haha nie no spoko, ja rozumiem. I w zasadzie dzięki Tobie i Twojemu spostrzeżeniu dłużej się zastanowiłam nad komentarzem. I choć na początku przyznałam Ci rację, to tak wgłębiając się w życie Posiadaczy wynikło tak, jak napisałam wyżej. Wiem, jako autorka powinnam od razu mieć takie spostrzeżenie, no ale ja czasem wolno myślę. Chociaż może rzeczywiście wyszło dziwnie, że Posiadacze nie mają jako takiej ochrony, ale kto kiwnie palcem? Rząd, który nie jest zbytnio do nich przychylny? Poza tym, co ludzie z bronią zrobią? Nie obronią Tami ani Chrisa, jeśli w grę wchodzą ludzie z mocami, którzy w mgnieniu oka potrafią ich zabić? Bo ten pojedynek Demens vs Posiadacze to to jest nic. To jest mały pikuś. Demens lubi się bawić, a nie od razu zabijać z całą swoją mocą. Tym bardziej, że ma coś nie tak z głową no i jest najsłabszy z Odrodzenia przez to, że się nie kontroluje.
      Trochę by wyszło okropnie, gdyby już na pierwszym starciu pokonała kogoś z Odrodzenia. XD To by było nierealne i największą głupotą, jaką można strzelić. Tami to nie jest super bohaterka. Jeszcze nie ten czas.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie! ^^

      PS. Gdyby nie ikonka to bym nie poznała Ciebie. ;D

      Usuń
    2. Postanowiłam nieco się ujednolicić, stąd ta zmiana nicku ;p Inaczej musiałabym pisać te same historie pod różnymi nazwami, a to bez sensu ;p

      Rozumiem twoje wyjaśnienia, ale dalej dla mnie to ciut niepoważne. Bo skoro nikt nie może pokonać odrodzenia, to nie powinni tej dwójki ewakuować? No bo dla mnie to trochę wygląda tak wiesz - nie jesteśmy silni, więc odpuszczamy. Gdyby nawet jakiś słabiak wyskoczył zza płota i przegrał, to by chociaż pokazało inicjatywę. A tak dwójka nastolatków sama spaceruje po nocy.

      Ale może oni sami nie wiedzą, jak sobie radzić w tej sytuacji i trochę na ślepo działają :d

      Usuń
    3. Ujednolicić? Więc miałaś więcej kont i tam pisałaś różne opki? ;D

      Nie ma co ich ewakuować, bo nigdzie nie jest dla nich bezpieczne. Odrodzenie nie działa tylko w USA. Mogą i są wszędzie. Są jak widmo. Raz tu raz tam i nigdy nie wiadomo, gdzie wkroczą do akcji. Tym bardziej, że na razie tylko Alex ujawnia swoje działania blisko Posiadaczy w USA. A reszta siedzi cicho, nie pokazuje się, ale działa na całym świecie choć pod przykrywką, bo nie chcą pokazywać swoich twarzy czy zostawiać jakichkolwiek śladów.
      W sumie to nie była taka do końca noc, bo jest zima i szybko zapada zmrok, ale rozumiem o co Ci chodzi. :D

      Posiadacze? Z całą pewnością. Sandra i Barid trochę ich prowadzą, ale w takiej sytuacji musieli sami sobie radzić. No i w innych też będą musieli. Nikt nie da im przepisu na każdą sytuację.

      Usuń
  2. Hej, przepraszam, nie wiedziałam za bardzo gdzie Ci odpisać na Twój komentarz na moim blogu (szczególnie, ze mówiłaś, że już tam nie zajrzysz).
    Okay, nie będę cię do tego namawiać, bo sama wiem, ze nie poszło mi najlepiej z tym pisaniem, szczególnie, że to pierwszy raz kiedy próbuję pisać to z punktu widzenia 3-osobowego narratora, do tej pory zawsze używałam wersji pierwszo-osobowej, a wtedy znacznie łatwiej jest mi pokazać, jaka dana postać jest, właśnie na podstawie jej myśli czy zachowań.
    W każdym razie dzięki za rady, lubię, kiedy ktoś szczerze i prosto z mostu mi mówi, co jest dobrze, a co nie... Postaram się poprawić te błędy.
    Dzięki bardzo, arigatou gozaimasu i w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń

Żadnego spamu! Nigdzie!

Jeśli zignorujesz moją prośbę, nie zdziw się, gdy będę dla ciebie wredna.