sobota, 9 września 2017

Rozdział 9. Nefryt

Czuła się zdezorientowana. Dlaczego wszystko się teraz waliło i musiała zadecydować kogo próbować ratować najpierw? To nie było proste rozwiązanie, ale coś musiała zrobić. Czas działać. Nie ma chwili do stracenia. Wiedziała, że co by nie zrobiła, będzie żałować decyzji niezależnie od tego, jaką podejmie. I choć czuła większą potrzebę pomocy Chrisowi, to w tym momencie Paul wymagał ratunku. On nie mógł się nawet bronić przed Alexis i jej rzuconym na chłopaka urokiem.
Posłała Chrisowi przepraszające spojrzenie i pobiegła czym prędzej w stronę oddalającej się dwójki, którzy kierowali się w stronę boiska szkolnego. Tam, gdzie nie było przynajmniej żadnych świadków. Nie miała planu, nie wiedziała, co ma robić, jak zareagować. Rosnące napięcie i zdenerwowanie mieszało się z adrenaliną. Myśli w głowie Tamary szalały, niczym tornado. Musiała iść na żywioł. Działać impulsywnie i mieć nadzieję, że coś dobrego wyjdzie z tego wszystkiego.
Jednak nim zdążyła zbliżyć się do Alexis choćby na kilka metrów, ta odwróciła się, wyciągając rękę w stronę dziewczyny. To działo się zbyt szybko by móc zareagować. Niewidzialna, ale za to niezwykle silna energia Qi, którą posłała rudowłosa powaliła Tamarę na ziemię. Zachłysnęła się powietrzem, czując okropny ból pleców.
– Naprawdę myślisz, że masz szansę się ze mną równać? – zapytała z kpiną. – Przykro mi, ja nie jestem moim bratem, co będzie ci pobłażał i traktował ulgowo. Poczekaj tu kochaniutki – szepnęła do Paula, muskając jego policzek, po czym ruszyła w stronę Tamary.
Dziewczyna widząc zbliżającą się kobietę, mimo bólu pośpieszyła się z wstaniem na własne nogi. W końcu nie mogłaby się bronić, leżąc na ziemi. By była od razu na straconej pozycji, ale czy teraz nie było tak samo?
– Mogłabym ci zaproponować układ. Wejście do Odrodzenia i działaniu na rzecz ogólnego dobra, ale… rzecz w tym, że nienawidzę dziewuch. Zwłaszcza takich, które upodobał sobie Alex. – Znowu wytworzyła niewielką wirującą bezkształtną energię, przez którą Tamara stała się niewyraźnym celem. – Mój brat jest zbyt miękki. A ja nienawidzę, gdy taki jest – syknęła, ponownie atakując dziewczynę, choć tym razem Tamara miała lepszy refleks. Schyliła się, podpierając rękoma o ziemię, by nie stracić równowagi.
Musiała również zaatakować, inaczej by nie miała szans. Powinna już dawno zebrać w sobie moc smoka i zrewanżować się Alexis, tylko czy mogłaby zrobić to na tyle szybko i dokładnie, aby atak nie poszedł na straty? Gdyby tylko bardziej rozwinęła swoje umiejętności nie traciłaby czasu na rozmyślanie, ale w takiej sytuacji winna była mieć jakiś plan. Może liczyć jedynie na tylko jeden strzał. Drugi może być niewypałem, skoro ledwo tylko raz potrafiła wytworzyć na tyle potężny ogień, aby kogoś zranić.
– Skoro chcecie byśmy do was dołączyli, czemu nas atakujecie? – zapytała z ciekawości, ale też aby liczyć na zyskanie czasu. Próbowała skoncentrować się i odnaleźć źródło mocy smoka ukrytego w swoim sercu. – A jeśli nas atakujecie, to chyba oczywiste, że nie przyłączymy się do takich bandziorów, jak wy!
– Bandziorów? – zaśmiała się cicho, znów szykując się do ataku. – Postrzegacie nas tak, widząc tylko czubek góry lodowej. Ale nie mam zamiaru tłumaczyć ci cokolwiek. Dla mnie jesteś nikim. Śmieciem. I suką, której nie lubię! – Ponownie wypuściła energię, skierowaną do Tamary. Dziewczyna nie spodziewała się tak szybkiej reakcji i ledwie w ostatniej chwili uchyliła się przed mocą Alexis, ale nie zdołała uchronić się całkowicie przed tym. Część Qi drasnęła ją w ramię nie tylko rozdzierając ubranie, ale też raniąc Tamarę. Jęknęła cicho, czując ból i złapała się machinalnie za poranione miejsce.
Nie powinna była tak długo zwlekać. Nie ma szans z Alexis i albo zacznie działać, albo zaraz będzie po niej. Chociaż najbardziej prawdopodobną opcją będzie te drugie zakończenie. Skończy jak zgnieciony robak. Może by się tak tym nie przejmowała za bardzo, gdyby nie fakt, że chciała przetrwać, aby sprawdzić, czy Chris przeżyje. Tylko to dawało jej motywację do walki.
Czuła przyjemne ciepło, które zaczęło krążyć w żyłach. Jeszcze trochę. Jeszcze chwila. Trzeba jedynie zbliżyć się do Alexis, aby trafić ją. Potem może zabrać Paula i uciekać, mając nadzieję, że jakoś zdołają uciec.
– Będąc szczera, też cię nie lubię – mruknęła Tamara. Adrenalina trzymała ją w gotowości. Strach przeinaczył się w złość. Miała dość, że ktoś ją obrażał i nie potrafiła tego przeboleć. Dopóki nie da nauczki tej wrednej kobiecie, albo chociaż nie spróbuje, nie podda się. Nikt już nie będzie jej poniżał, ani wyzywał od najgorszych. To już nie te czasy, kiedy była pobłażliwa dla chamskich osób.
Nie czuła zimna, było jej wręcz gorąco. Ale to przyjemne uczucie, które wypełniało całe ciało Tamary. Mobilizowało do działa i ostatecznego ataku. Łypała wściekle na Alexis, która najwyraźniej dobrze się bawiła. Choć w jej brązowych oczach można było dostrzec odrazę oraz pogardę jaką darzyła dziewczynę.
– Tupniesz zaraz nóżką? Już się boję – odezwała się, znowu atakując.
Tamara uchyliła się i ruszyła pędem do Alexis, wytwarzając w tym czasie iskry. Po chwili ogień, jaki udało jej się wydobyć, buchnął niemalże prosto w Alexis. Chwila zwycięstwa? Przewagi? Czy mogła już uciekać, aby ratować się oraz Paula?
Płomienie zniknęły, a rudowłosa dalej stała spokojnie z triumfalnym uśmieszkiem. Teraz to ona była krok do przodu. Sycząca poświata już przybierający delikatny złotawy kolor pojawiła się tuż przed oczami Tamary. Czy to był moment, w którym dziewczyna pożałuje swojego odważnego kroku? Miała wrażenie, jakby czas się niemalże zatrzymał. Skupiła swój wzrok na samej energii i zastanawiała się, czy zaraz umrze. Czy to ostatnia chwile jej życia?
Zapanowała ciemność. I cisza. Tak głucha, że nawet oddech wydawał się być niezwykle głośny. Wszystko zniknęło. Była sama w tej czerni. Na początku się przestraszyła, serce biło jak oszalałe, ale jednak po chwili czuła się bezpieczna. To nie był mrok, który przyprawiał ją o dreszcze, kiedy wyczekiwała na potwornie męczące lekcje w przeszłości. Również nie był taki sam, kiedy leżała w trumnie w tak ciasnej, że o mało nie dostała klaustrofobii. To była miła czerń, jakiej jeszcze w życiu nie poznała i chciała wiedzieć, co sprawia, że jest taka przyjemna i uspokajająca. Jakby ktoś otulił ją ciepłym kocem, zapewniającym schronienie przed wszelkim złem.
Gdzie jestem? Czy to już droga do drugiego świata, świata umarłych? Jeśli tak, to nie było tak źle. Prawie nic nie czułam. To chyba… dobra śmierć. Tak myślę. Czy to jest to życie po drugiej stronie? A może dopiero początek? Przyjdzie ktoś po nie? Nie bądź głupia! Tu jest tak cicho i spokojnie. Mogłabym tu zostać. Chociaż… szkoda mi Chrisa. Zostawiłam go z tym wszystkim. Nie dałam rady. Przepraszam. Jestem zbyt słaba. Nie mam szans z nikim. Może nie było mi dane być Posiadaczem? Smok się pomylił, co do mnie.
– Nie.
Oprzytomniała rozglądając się po czerni, ale to było bezsensu. Nikogo nie było, a ten głos, który się pojawił tak nagle, miał dziwny akcent. Nie był to czysty angielski.
 Ktoś tu jest? Przecież jestem sama… a może jednak nie? A może już wariuje? Mam halucynacje słuchowe? Czy istnieje coś takiego?
– Smoki nigdy się nie mylą. MY się nigdy nie mylimy.
My? Chwila… to znaczy…
– Tak, jestem Hóng Lóng.
Niemożliwe!
Dreszcze przeszły jej po całym ciele i aż ścisnęło ją w żołądku. Myśl, że właśnie rozmawia ze swoim smokiem była tak bardzo nierealistyczna. Tak mało prawdopodobna, iż trudno było uwierzyć w to. Barid wyraźnie mówił, że smoki nie kontaktują się z Posiadaczami. Więc jak to jest teraz możliwe? Czy to może jakaś wyjątkowa sytuacja? Nie wiedziała, ale czuła rodzące się napięcie, które sama psychika jej podsuwała. Jak powinna się zachować? Z szacunkiem? Jak go okazać? Tym bardziej, że nikogo nie widziała.
– Chcesz się poddać? Złożyć broń i po prostu odejść? Chcesz zostawić swojego przyjaciela, który w tym momencie dalej walczy z Alexem? Czy będziesz się z tym dobrze czuła po śmierci? – zapytał. Jego ton głosu był niezwykle spokojny i pewny, ale nie wyczuła, aby robił jej jakiekolwiek wyrzuty.
Co mogę zrobić? Jestem za słaba do takiej walki. Odrodzenie jest silniejsze. Tysiąc razy ode mnie, a ja padam przy ich najsłabszych atakach… To nie jest wyrównana walka.
– Nie, nie jest. Ale masz w sobie coś, dzięki czemu cię wybrałem.
Co takiego?
Wyczekiwała z niecierpliwością. Chęć dowiedzenia się prawdy, dlaczego Hóng Lóng zdecydował się akurat na nią była bardzo intrygująca. Ciekawość niemal zżerała ją od środka.
– Upór i wola walki. Masz serce, które nie chce się nigdy poddać, chociaż jeszcze widnieje w nim mnóstwo strachu i niepewności. Słabość można zamienić w siłę, ale twoja determinacja jest niemal nieskończona i godna podziwu. Trzeba ją jedynie bardziej pobudzić.
Ale determinacją nie zwyciężę z Alexis. Ani z Alexem. Mają więcej doświadczenia ode mnie i więcej mocy.
– Ludzie ze Stowarzyszenia to potwory. Ludzkie potwory. Ich umysły są przyćmione złem, jakie ich spotkało w przeszłości. Śpią w koszmarach, z których nie chcą się obudzić. Dążą do zaspokojenia swoich chorych wizji na temat świata i nic ich nie powstrzyma. Nie mają skrupułów ani empatii. Nie czują nic.
Czy to wciąż ludzie?
– Fizycznie tak. Choć co do niektórych miałbym wątpliwości.
Ilu ich jest?
– Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Ale z pewnością zaciekawi cię pewien fakt. Piętnaście lat temu jeden z członków Odrodzenia zaczął zajmować się porywaniem dzieci. Z całego świata. Chłopców i dziewczynki. Najmłodsi mieli siedem lat. Byli idealni do eksperymentowania nad ich umysłami oraz sprawdzaniem wytrzymałości ich ciał. Chciał wiele osiągnąć i sprawdzić, jak może wyhodować dla Stowarzyszenia armię, jeśli dobrze będzie nimi kierował.
Słuchała z uwagą, a jej serce zabiło mocniej. Coś pękło w środku i mogła wyobrazić sobie wszystko. Tak czysto i wyraźnie. Chciała się mylić, ale to było chyba niemożliwe.
– Ciągle coś mu nie pasowało. Eksperymenty nie wychodziły, jak tego oczekiwał, ale nie poddawał się. Część dzieci były dla niego perłami. Uważnie obserwował ich reakcje, ich szkolenia.
Lekcje…
– Jednak dziewięć lat później Posiadacze odkryli jego kryjówkę i zaatakowali całą bazę. Oczywiście reszta Odrodzenia przyłączyła się do walki. Z tego więzienia udało się wyciągnąć Posiadaczom jedynie siedem dzieci. Po drodze znaleźli jeszcze dwie dziewczynki. Były na wyczerpaniu, ale żywe. Razem dziewięć istnień na setki, trzymane pod kluczem w ciemnościach chłodnych pomieszczeń. Jednak nie było drugiej szansy. Członek Odrodzenia postarał się ukryć miejsce swoich eksperymentów i nie dało się uratować więc niewinnych żyć. Ale ta dziewiątka… była cennym obiektem i źródłem informacji. Nawet rząd zaoferował ochronę, choć później obawiał się, że mogą sprawić kłopoty, jeśli ofiary porwań i eksperymentów zaczną cokolwiek mówić. Tak więc postanowili założyć dzieciom blokadę wspomnień. Tak, aby wszystko wskazywało na amnezję. Niestety jedna osoba popełniła samobójstwo nim nadeszła jej pora.
Przestań… nie musisz tego kontynuować…
Drżała. Drżała na samą myśl. Teraz wszelkie wspomnienia były przejrzyste, pamiętała każdy szczegół, jakby wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj. Czuła emocje, jakie towarzyszyły jej wtedy. Ten rozdzierający serce ból, gdy zobaczyła, jak Maddie skacze z dachu szpitala. Ostatni obłąkany uśmiech na jej twarzy, który był znakiem pożegnania. Te nieprzytomne oczy, jakby owiane mgłą. I ta pustka, która nią ogarnęła po utracie najbliższej przyjaciółki… Wybawicielki z piekła. Jedynego wsparcia, jakie dostawała i jedynej osoby, rozumiejącej doznane cierpienie oraz strach.
– Nie zabiła się, bo nie wytrzymała psychicznie. To Odrodzenie na nią wpłynęło. Psychika Maddie była bardzo zniszczona i przesiąknięta mocami Odrodzenia, dlatego tak łatwo było im ją skontrolować i nakłonić do samobójstwa.
Łkała cicho, a gula w gardle sprawiła, że Tamara nie mogła wydobyć z siebie żadnego słowa. Nawet w myślach nie potrafiła ułożyć sensownego zdania. Pustka po utracie najbliższej osoby na nowo powróciła. Miała wrażenie, jakby ktoś mocno ściskał jej klatkę piersiową, dlatego z trudem mogła łapać powietrze. Bolało. Bardzo.
– Reszta została oczyszczona amnezją, ale… nie wszyscy byli w stanie długo żyć. Na świecie zostały jedynie dwie osoby, które przetrwały. Dwie niezwykle silne osoby. Przeszłaś piekło, które Odrodzenie ci zafundowało. Człowiek, który również jest winny zgaszeniu czterech niewinnych płomieni żyć oraz jednej niedoszłej śmierci, ma się świetnie i dalej planuje, jak się pozbyć tej wadliwej perły z jego pracy. Dostałaś szansę na odwet. Poddasz się, mając okazję zapłacić pięknym za nadobne? Czy teraz się poddasz i po prostu zostawisz tak to wszystko? Jaka jest twoja odpowiedź?
Nie musiała się jakoś długo zastanawiać, a i czuła, że Hóng Lóng znał jej zdanie. Nawet jeśli nie wypowiedziała go głośno.
– Hiura.

Ciekawiło go, co było w tym niewielkim pudełeczku, trzymane w swoich dłoniach. Myślał, czy nie powinien najpierw sprawdzić zawartości nim przekaże do właściwej osoby. Jednak to było naruszenie prywatności, a wiedział, że Tamara tego nienawidziła i mogłaby mieć do niego pretensje. Nie był wścibski, ale coś mówiło mu, aby zajrzeć do środka, by przekonać się, czy nie ma tam niczego niebezpiecznego. Teraz wiedział, że wszystko jest możliwe, a to był zły znak.
Powstrzymał się, gdy tylko wszedł do domu i ruszył schodami na piętro. Jego kroki odbijały się echem., aż w końcu stanął przed drzwiami. Zapukał, po czym nacisnął klamkę. Poczuł delikatną woń kwiatów, jakie przyniósł poprzedniego dnia. Wciąż stały w wazonie obok łóżka, na którym po turecku siedziała jego przyjaciółka. I choć znał ją parę lat, to teraz wydawała mu się taka inna. Nie tylko przez ten nieobecny wzrok, który wlepiała bezcelowo w ścianę przed sobą. Ani przez znacznie ciemniejszy kolor jej tęczówek, które teraz były niemal jak burzowe chmury w słoneczny dzień; tak ciemne i przepełnione mrokiem, że aż cierpła mu skórę na rękach, gdy tylko Tamara spojrzała na niego.
– Dobrze się czujesz? – zapytał, powoli podchodząc. Nie sądził, aby to był odpowiednie pytanie, ale nie chciał, by ta cisza trwała wieczność.
– Żyję – odparła beznamiętnie, z powrotem patrząc  w martwy punkt.
Usiadł na skraju łóżka, przyglądając się uważnie dziewczynie, jakby pierwszy raz ją widział. Odkąd się obudziła ciągle tylko siedziała na łóżku, w tej samem pozycji, z tym samym spojrzeniem i siejąc aurę wrogości oraz nienawiści. Zaczynał się obawiać, że atak Alexis, jaki zadała mógł mieć znaczący wpływ na zachowanie Tamary. Obawiał się, że nie może być z tego żadnego wyjścia, aby sprowadzić swoją przyjaciółkę na ziemię. A nawet jeśli była pewna droga, to z pewnością długa, wyboista i bardzo kręta. Raz mu się udało wyciągnąć ją ze skorupy, w jakiej kiedyś była. Teraz ta skorupa była całkiem inna i już nie tak przyjemna, a może nawet twardsza.
Jednakże cieszył się, że nie zginęła. Miał wyrzuty sumienia, gdy posłał ją na nierówną walkę z Alexis, chociaż z drugiej strony wtedy sam był w potrzasku. Gdyby nie przybycie Barida oraz Sandry na czas… wolał nie myśleć, co by się stało bez ich pomocy. Chociaż nadal przed oczami miał widok bezwładnie leżącej Tamary, do której nawet nie mógł się zbliżyć. Powietrze było zbyt gorące i duszne, żeby mógł wtedy podejść do jej ciała nawet na trzy metry. To dopiero było coś zaskakującego. Wówczas pierwszy raz mógł zobaczyć smocze oczy. O mało nie dostał zawału. Od tamtego czasu na ramieniu przyjaciółki pojawił się bardzo delikatny zarys jakiegoś napisu. Jak się dowiedział od Barida, był to chiński symbol czerwonego smoka. Im wyraźniejsze znamię, które wyglądało jak tatuaż znaczyło, że osoba było potężniejsza. Czy to był znak, że Tamara stała się silniejsza od niego tylko przez tamto wydarzenie? Tak szybko osiągnęła więcej mocy od niego, który więcej ćwiczył i dłużej był Posiadaczem? Nie miał pojęcia i miał wątpliwości, czy chce to sprawdzić, ale jednak korciło go do poznania prawdy.
– Powinnaś leżeć – odezwał się.
– Nie chcę. Już plecy mnie bolą od tego – odparła cicho. Widać wyrwał ją z zamyślenia.
– Sandra mi powiedziała, że pan Lee zgodził się by nas szkolić. Wspaniale, prawda? – Gdy nie dostał żadnej odpowiedzi, kontynuował: – Wybacz, że posłałem cię w takie niebezpieczeństwo.
– Jakie? – zerknęła na niego, marszcząc lekko brwi. – Chris, daj spokój. Sam miałeś na głowie Alexa. I w zasadzie dobrze, że tak się stało.
– Czemu? – dopytywał, gdy Tamara nie ciągnęła dalej tego tematu.
Jego morderczy wzrok patrzył gdzieś w dal, ale miał przeczucie, że w jej głowie jakby patrzyła na kogoś i go zabijała w myślach.
– Bo teraz wiem kogo ścigać za to, co zrobił – rzekła z największą odrazą, na jaką było ją stać. Widząc pytające spojrzenie Chrisa, mówiła dalej: – Odrodzenie jest wszystkiemu winne. I zapłacą za wszystkie krzywdy jakie wyrządzili mi, Maddie i innym. Nie odpuszczę im, a niech tylko spróbują mnie dopaść jeszcze raz. Zabiję ich, poćwiartuję na kawałki i spalę. Dla nich nie będę miała litości. Zapłacą za wszystko – powiedziała, a nienawiść aż kipiała z niej.
Chęć mordu była widoczna nie tylko w tych ciemnych oczach, ale wyraz twarzy Tamary mówił jedno: zrobi, co w jej mocy, aby spełnić swoje pragnienie zemsty. Nie było w niej już żadnego strachu, tylko pewność dopięcia swego. Chris wyczuł, że mówiła śmiertelnie poważnie i nie spocznie, dopóki całe Odrodzenie nie zostanie unicestwione. Był tym podejście mocno zaniepokojony. Przeczuwał, że to może się źle skończyć albo pójść w takim kierunku, gdzie nie będzie dobrego wyjścia, a jedyną drogą by było wybranie mniejszego zła. To był dla niego znak, że musiał się pośpieszyć i zacząć jakoś mieć zwiększyć wpływ na przyjaciółkę, aby w razie czego móc ją kontrolować i pohamować.
– Uważaj, żebyś sama nie poparzyła się o własny ogień – wtrącił, ale najwyraźniej jego słowa nie dotarły do dziewczyny. – Nie daj się opętać emocjami. Mogą cię zgubić.
– Nie obchodzi mnie to. Poza tym jestem świadoma tego, co mówię. Długa droga przede mną, ale dam z siebie wszystko. Mam okazję. To trzeba korzystać. Nie przegram.
Spojrzała na niego, a kąciki jej ust delikatnie drgnęły w ledwie widocznym uśmiechu.
– Chris, nie proszę cię o pomoc. Nie odczytuj tego tak. To moja sprawa. Nie chcę przecież cię w nic wplątywać, więc nie myśl, że i ciebie namawiam do złego. Lepiej trzymaj się od tego z daleka.
– Trzymaj – wręczył jej pudełko. Nie chciał już dłużej drążyć tego tematu, bo sam nie chciał przyznać, że nie wie, co ma robić. Czy rzeczywiście nie wchodzić w drogę Tamarze i dać jej wolną rękę do spełnienia zemsty, czy może jednak pilnować przyjaciółki i próbować odwodzić ją od tych okropnych myśli. Jeszcze niczego nie postanowił, a to był dla niego twardy orzech do zgryzienia. – Elizabeth mi to dała, bo zapomniała ci przekazać. Nie było żadnego nadawcy ani nic.
Westchnęła cicho, biorąc pakunek od Chrisa. Uniosła pokrywkę i spojrzała do środka, by zobaczyć zawartość. Była niezwykle zdziwiona tym, co zobaczyła w środku. W pudełeczku znajdował się ten sam bądź podobny nefryt jaki został jej odebrany przez Alexa! Dopiero teraz mogła przyjrzeć się znakowi, jaki widniał: . Ani Tamara ani Chris nie mieli pojęcia, co to znaczyło. Sam fakt, że ktoś wysłał jej jadeit był podejrzany. Kto to mógł być.
– Kartka – powiedział Chris i dopiero wtedy Tamara dostrzegła niewielki skrawek papieru, który był przysłonięty kamieniem. Wyciągnęła go, rozwinęła i odczytała na głos.
„To ten prawdziwy. Y”. – Zerknęła na przyjaciela, który również był zdezorientowany. Oboje byli niezwykle ciekawi, kto wysłał z powrotem nefryt.
Kim tak naprawdę jest Y?


Koniec

Ten rozdział jest jakoś wyjątkowo krótki, ale myślę, że to nawet lepiej. No i o dziwo, jakoś łatwo mi było pisać ten rozdział. Nie męczyłam się aż tak, po prostu wszystko płynęło ze mnie. Nie wiem, czy to widać w mojej pisaninie, ale zapewne nie. Lol Jedynym problemem było zakończenie. Pierwszy raz spotyka mnie takie zmierzenie się z tym, jak zakończyć opowiadanie po tylu wysiłkach i pewnie wyszło z dupy. W każdym bądź razie mogę zawsze po jakimś czasie wrócić i to poprawić. I pewnie tak zrobię pewnego dnia. 

1. Co myślicie o tym rozdziale?
2. Kim może być Y?
3. Co myślicie o tej rozmowie Tami ze smokiem? Jak mi wyszła?
4. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie opka czy fabuły, piszcie!
5. Możecie w końcu spojrzeć na BL jak na całość opka. Spartolonego, ale jednak na całość. XD
6. Chciałabym również poinformować, że biorę udział w konkursie na katalofu Fenix, więc jeśli ktoś by chciał, może zagłosować na mnie --> KLIK ankieta w kolumnie bocznej.

Około 118 stron w Wordzie, czcionka 12,5 Times New Roman. 12 lat pracy nad jednym opowiadaniem. Tysiące prób pisania od początku. Niezliczone godziny pracy. 3 lata w blogosferze na jednym blogu. Warto było. Warto, aby dojść  w końcu do tego punktu, kiedy mogłam zapisać ostatnie słowa i zakończyć opka. Udało się. Nawet i mi, gdzie nigdy nie sądziłam, że w końcu do tego dojdzie.
Nie przyznaję się do tego, że skończyłam opka znacznie wcześniej, nawet nie docierając do połowy zaplanowanych rozdziałów. Nie przyznaję się do tego, że spartoliłam robotę. Nie przyznaję się do tego, że ostatni rozdział był bardziej na odwal się, a pomysły przyszły mi właściwie na ostatnią chwilę. Nie przyznaję się, że kolejne rozdziały byłyby strasznie naciągane i bezsensowne. Nie przyznaję się do błędu, jaki popełniłam. Nie przyznaję się do tego wszystkiego. XD

A tak na serio teraz. Zdobyłam jakiś tam bagaż doświadczenia. Dostałam wiele wartościowych lekcji, z których wyciągnęłam wnioski. Nauczyłam się naprawdę wiele i jestem wdzięczna wszystkim, którzy rzucali mi swoje światło i swoje spojrzenie na mojego opka. Dzięki temu mogłam dostrzec błędy jakie popełniłam i ustrzec się przed nimi w przyszłości. Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca, zawsze byli i mi pomagali, komentowali oraz głosowali we wszelkich konkursach, w jakich brałam udział. Ogromnie Wam dziękuję i podziwiam, że mimo mojego bardzo niskiego poziomu zdolności pisarskich i tego męczy-dupy-opka, gdzie opisy były jak zgrzytanie zębów i w ogóle fabuła miała tyle nieścisłości i facepalmów, to dalej byliście ze mną. Naprawdę podziwiam i ogromnie dziękuję! Kłaniam się Wam nisko w podzięce, bo gdyby nie Wy, w życiu bym się nie nauczyła tyle. Nauczyłam się pokory oraz dystansu do swojej twórczości, ale również własnego spojrzenia i faktu, że nie zawszę muszę zgadzać się z czytelnikiem. Każdy z nas ma inne spojrzenie, własne zdanie, to jest piękne, ale ważne, aby się nawzajem szanować.
Powrócę tu na 3 rocznicę bloga. Przygotuję coś „wyjątkowego” na ten post. Jeśli ktoś będzie miał jakieś pytania, śmiało może pisać (no spokojnie, już tak się nie pchajcie, bo serwery padną lmao).

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. Ściskam mocno, przepraszam, kłaniam się i żegnam na jakiś czas. Trzymajcie się ciepło żabki i jak chcecie, możecie naskrobać coś od siebie.

Bye bye~!

2 komentarze:

  1. Dobra, w sumie to szok w trampkach. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że tu skończysz i chyba wciąż ci nie wierzę. Rozumiem oczywiście twoją decyzję, ale trochę tutaj czuć, że już ci się nie chce. Nie mam ci tego za złe, bo jak sama pisałam swoje pierwsze długie opowiadanie (fakt, że ff, ale zawsze), to gdzieś koło 200 strony już chciałam bardzo bardzo skończyć. Dobrnęłam do zrealizowania planu, ale zostawiłam kilka nierozwiązanych wątków. Z perspektywy czasu mam do tego mieszane uczucia, ale to ty też musisz sobie dotrzeć do "perspektywy czasu". Na razie gratuluję skończonej historii, którą mimo wszystko mogę ocenić jako całość, chociaż taką mocno okrojoną i zwiastującą "Tom Drugi".

    Co do samego rozdziału, to mam nadzieję, że mimo wszystko kiedyś cię najdzie na poprawę, bo jak pierwsza jego część była dobra, tak ta druga nieco mnie zawiodła. Nie ze względu na same rozwiązanie, ale "za szybko, za krótko i nie rozumiem". Moim zdaniem powinnaś jednak nieco bardziej rozwinąć i opisać ten wątek z amnezją, kim jest Odrodzenie, czego chce, co dokładnie sobie Tamara przypomniała, dlaczego i na kim chce się mścić, co dokładnie miało miejsce z Chrisem, jak znaleźli Tamarę, co miało miejsce od pożaru, skoro nie umieściłaś tego w akcji... no i to minimum ;p
    Nie uważam jednak, że spartoliłaś robotę. Opowiadanie cały czas dobrze mi się czytało, bohaterowie byli wyraźni, akcja konkretna i ciekawa. Całość rozpoczynała się od tajemniczej mocy głównej bohaterki i ukrytej za nią tragedii, a na koniec nawiązuje ona kontakt ze źródłem mocy i na swój sposób odkrywa tajemnicę Odrodzenia. Pojawia się cel i motywacja na przyszłość i jeśli będziesz pisała dalej, to z chęcią zajrzę, jeśli czas i życie mi pozwoloną.

    No i chyba tyle
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałbym, że mi się nie chce, co po prostu mam wrażenie, że przerosło mnie to. Za bardzo skupiłam się na fabule, aby było nawał wszystkiego po trochu. Zawsze w tym opku chciałam mieć choć rąbek tematu, którego mi zawsze brakowało w każdej książce czy filmie fantasy. Skupiłam się na tym, zapominając o tym, co naprawdę jest ważne w opowiadaniu i dlatego Lotos jest bardzo ciężki. Bo oczywiście też mój styl pisania jest strasznie męczący. Do tego kolejne rozdziały po dłuższym myśleniu całkowicie z dupy, nie mające ani grosza logiki. Może i by były ciekawe, ale jednak wciąż czegoś by w nich brakowało.
      Myślę, że kiedyś może poprawię tego opka, a może zacznę pisać od nowa, by ukazać lepszą wersję. Niczego nie chciałabym obiecywać i zdaję sobie niestety sprawę z tego, że ten ostatni rozdział jest strasznie szybki. Nawet jeśli pisało mi się go szybko, ale jakoś fajnie, tzn. bardziej go czułam.
      Dziękuję za szczerość i mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze "spotkamy". ;) I dziękuję za to, że byłaś zawsze. Jesteś cennym czytelnikiem i jestem Ci za to ogromnie wdzięczna.
      Pozdrawiam serdecznie!!

      Usuń

Żadnego spamu! Nigdzie!

Jeśli zignorujesz moją prośbę, nie zdziw się, gdy będę dla ciebie wredna.